Karczmarz i jego małżonka byli trochę zaniepokojeni, jako ludzie bardzo religijni starali się unikać kłamstwa. Ten problem jednak rozwiązano z łatwością.

Brat Lorenzo wyglądał dosyć groźnie, kiedy wkroczył do izby wraz ze swoim orszakiem.

U drzwi przywitała go pokojówka Theresy, zapraszając pokornie w swoje progi.

– Pokoje dla wszystkich na noc – zarządził Lorenzo władczym tonem, a tłumacz przełożył jego słowa na niemiecki – I wystawić na stół wszystko, co macie najlepszego! Niech wasi parobcy zajmą się powozem i końmi i niech nam przygotują świeże konie na jutro rano. Zrozumiałaś, kobieto?

Pańskie maniery nie bardzo pokojówce zaimponowały. Ukłoniła się lekko.

– Wszystko będzie tak, jak sobie wasza miłość życzy.

Wyniosły ruch głowy brata Lorenza miał oznaczać: Spróbujcie tylko się nie podporządkować!

Zacierał dla rozgrzewki ręce przy kominku, a po chwili zapytał z udawaną obojętnością:

– Czy mieliście ostatnio jakichś wysoko postawionych gości?

My często miewamy wytwornych gości – odpowiedziała pokojówka, która świetnie posługiwała się miejscowym dialektem, bowiem gospoda znajdowała się niedaleko od austriackiej granicy. – Czy wielmożny pan ma na myśli kogoś konkretnego?

Lorenzo wbił w nią oczy.

– Chodzi mi o księżnę Theresę von Holstein – Gottorp. Zatrzymywała się u was?

– A, księżna! Jakaż to wytworna dama! Jej wysokość bawiła u nas nie dalej jak wczoraj.

Paskudny uśmieszek wykrzywił twarz Lorenza.

– Ach, tak? I dokąd udała się od was? W stronę Wiednia, nieprawdaż?

– Nie, wasza miłość. Księżna jedzie do Sankt Gallen.

Uzgodniono bowiem, że pokojówka tak właśnie powie.

Lorenzo drgnął gwałtownie.

– Do Sankt Gallen?

– Tak, wasza miłość. I bardzo jej się spieszyło.



45 из 177