
Dlatego trwa ów nieustanny pościg za nic nie znaczącą Tiril Dahl.
Dlatego teraz ścigana jest również jej matka.
Theresa von Holstein – Gottorp, z domu Habsburgów, jest w gruncie rzeczy nieistotnym ogniwem. Ale mogłaby, najzupełniej przypadkowo, stać się groźna. Dlatego musi zostać wyeliminowana.
Tiril natomiast wprost przeciwnie. Tiril jest groźna. Od wielu lat poszukiwano jej bezskutecznie i w końcu znalazła się w Bergen. Ale później raz po raz wyślizgiwała im się z rąk.
Muszą ją pochwycić. Żywą. I to jak najszybciej. Teraz czas zaczyna naglić.
Wielki Mistrz był jedynym, który trzymał w ręku wszystkie wątki tajemnicy, z wyjątkiem owych dwóch, znajdujących się u Tiril. Wszystkie pozostałe jednak należały do niego. Strzegł ich pożądliwie i nie chciał się podzielić nawet częścią swej wiedzy ze współbraćmi. Teraz jednak zaczynał się starzeć. Mógł żyć jeszcze co najwyżej dwadzieścia lat. Ale wtedy będzie bardzo stary, nawet potwornie stary.
Jak dalej tak pójdzie, to zabierze tajemnice ze sobą do grobu.
Dla tego wszystko musi się stać jeszcze za jego życia.
Rycerze zakonni rozmyślają oczywiście o buncie. Rozważają, czy by go nie zmusić do wyjawienia prawdy, do przekazania jej komuś młodszemu.
Na przykład mnie, bratu Lorenzo, powtarzał w myślach nieszczęsny podróżnik, przewieszony przez reling statku, dręczony morską chorobą na stosunkowo dziś spokojnym obszarze Biskajów.
Z całego serca i żołądka pragnął teraz znajdować się znowu na lądzie, ale też nie opuszczało go poczucie, że życzyłby sobie być członkiem Zakonu, któremu okazywano by więcej zaufania. Tak jak bratankowi Wielkiego Mistrza. Chodziło nie o to, że ów bratanek wiedział specjalnie dużo, ale o to, że Wielki Mistrz był z nim wprost obrzydliwie szczery. Pewnego dnia Lorenzo będzie musiał coś z tym zrobić. Może nasypie, na przykład, bratankowi czegoś do wina?
