Bo przecież najwyższym rangą po starcu był właśnie Lorenzo. I nikt nie ma prawa wciskać się pomiędzy niego a Wielkiego Mistrza!

Żebyż tak można było wydobyć prawdę z tego starca! Poznać tajemnicę.

Tylko że nikt nie miał prawa powstać przeciwko Wielkiemu Mistrzowi. Jeden z rycerzy zakonu tak uczynił. Próbował wyciągnąć wszystko od Mistrza. Najpierw pochlebstwem i ostrożną przebiegłością. Próbował przekonywać, że w razie odejścia Mistrza bracia zakonni pozostaną bezradni.

Okazało się jednak, że była to głupia taktyka. Mistrz nie chciał słyszeć o niczym, co nastąpi po jego odejściu.

Dlatego niecierpliwy brat zakonny spróbował czegoś, co można określić jako metodę nacisku. Dawał do zrozumienia, że w razie czego można będzie sięgnąć nawet do tortur.

Nigdy nie powinien był tego robić. Przerażony Lorenzo (który w gruncie rzeczy sprzyjał zuchwałemu buntownikowi) był świadkiem, jak oczy Wielkiego Mistrza pociemniały. Potem rozjarzyły się niczym płonące węgle, miotały skry, a przeciwnika dosięgły śmiertelne promienie. Wypaliły mu oczy, oślepiły.

Ów brat zakonny żył teraz jako niewidomy, bełkoczący żebrak w swoich rodzinnych stronach, we Francji. Nikt nie rozumiał, co mówi, w poparzonych rękach, którymi tamtego dnia starał się zasłonić oczy, nie mógł utrzymać pióra, by zapisać swoje myśli i w ten sposób przekazać wiedzę o groźnej sile Wielkiego Mistrza. Biedak został, oczywiście, wykluczony z Zakonu Świętego Słońca.

I Wielki Mistrz zachował swoją tajemnicę.

Nie tylko Lorenzo patrzył podejrzliwym wzrokiem na bratanka Wielkiego Mistrza. Wielu braci szeptało pomiędzy sobą o nepotyzmie, czyli faworyzowaniu najbliższych krewnych. Wszyscy wiedzieli, że bratanek jest wyjątkowo wysoko ceniony za swoje zasługi, bowiem to on zdobył kielich. Prastary kielich Habsburgów z reliefem przedstawiającym baśń o morzu, które nie istnieje.



8 из 177