Sługa Edukacji uśmiechnął się wewnętrznym, niewidzialnym uśmiechem, tak jak się nauczył już we wczesnym dzieciństwie. Wyciągać rybkę? Oznaczałoby to, że musiałby sam zostać Sługą Wszystkich. A który inteligentny człowiek zaspokoiłby swoją żądzę władzy tak idiotycznym celem?

Nie, niech się o to troszczą jego koledzy, poprzebierane kukły urzędnicze z Szopy dla Służby, wiecznie coś knujące i spiskujące, wchodzące w układy i kontrukłady. Sługa Przemysłu, Sługa Rolnictwa, Sługa Nauki i cala reszta tych mocno nadętych głupców.

Być Sługą Wszystkich oznaczało stać się celem spisków, być w centrum uwagi. Każdy rozsądny człowiek w tym społeczeństwie musiał nieuchronnie w końcu dostrzec, że władza — choćby nie wiem jak zawoalowana i ukryta — była jedynym niezmiennym celem w ich życiu. A Sługa Wszystkich — choćby to ukrywać na setki możliwych upokarzających sposobów — to wcielenie władzy.

Nie, Lepiej dać się poznać jako nerwowy, niepewny siebie podwładny, którego nogi uginają się pod ciężarem odpowiedzialności nie do udźwignięcia. Czyż nie słyszał tych pogardliwych głosów szepczących za jego plecami?

„… marionetka Garommy do specjalnych poruczeń…”

„… ten głupi lokaj Garommy…”

„… podnóżek pod stopy, trzeba przyznać, że dość wpływowy podnóżek, ale cały czas pod stopą Garommy…”

„… głupi, trzęsący się ze strachu cham…”

„… kiedy Garomma kicha, Moddo dostaje kataru…”

Ale na tym podrzędnym, pogardzanym stanowisku być rzeczywistym źródłem polityki, władcą i panem ludzi, de facto dyktatorem całej ludzkości…

Znowu podniósł rękę i potarł czoło.



12 из 32