
Przez chwilę Moddo słuchał, jak jakiś młodzieniec trajkocze o środkach i metodach, ugięciach krzywych i zbieżnych korelacji, cały ten statystyczny żargon, pod którym krył się blask rewolucji w psychologii przeprowadzonej przez niego, przez Moddo. Tak, powinno potrwać jeszcze z godzinę.
Trzydzieści pięć lat temu, pisząc pracę magisterską w Centralnej Szkole Pomaturalnej Służby Edukacji, w hałdach statystyk indoktrynacji masowej, nagromadzonych przez kilka wieków, odnalazł cudowny klejnot: koncepcję różnic indywidualnych.
Przez dłuższy czas uważał, że trudno się z tą koncepcją pogodzić: skoro cała nauka nastawiona była na kierowanie postawami ludzkimi w kategoriach milionów osób, rozważanie postaw i uczuć pojedynczego człowieka było tematem śliskim niczym węgorz. Świeżo złapany i wijący się w agonii.
Ale kiedy skończył pisać pracę i oddał ją — pracę na temat proponowanych technik osiągnięcia całkowitej kontroli, którą poprzednie władze wpisały do katalogu i szybko zapomniały — powrócił do zagadnienia indywidualnej indoktrynacji.
I przez następnych parę lat, nudząc się jak mops w Biurze Statystyki Stosowanej Służby Edukacji, zajął się problemem wyizolowania jednostki z grupy, czyli przeszedł od większego do mniejszego.
Jedno stało się jasne. Im młodszy materiał, tym łatwiejsze zadanie — dokładnie tak, jak w indoktrynacji masowej. Ale jeśli zaczynałeś od dziecka, potrzeba było lat, żeby zaczęło efektywnie działać podług twoich zamierzeń. Poza tym w przypadku dziecka trzeba było przeciwdziałać balastowi indoktrynacji politycznej, która wypełniała wczesne lata szkolne.
