
Z drugiej strony Moddo w wieku sześciu lat stracił nie tylko wiarę, ale i rodziców. Zbyt często pozwalali sobie na luźne rozmowy z różnymi ludźmi, mylnie sądząc, że ówczesny Sługa Wszystkich zawsze będzie ślamazarą.
Potarł sobie skronie. Już dawno tak go nie bolała głowa! Musiał przynajmniej na piętnaście minut — na pewno uda się uciec chociaż na kwadrans — pójść do Looba. Uzdrowiciel postawi go na nogi na resztę dnia, który według wszelkich przewidywań będzie bardzo męczący. Musiał też uciec na trochę od Garommy, żeby powziąć jasną, osobistą decyzję, kto ma być następnym Sługą Bezpieczeństwa.
Moddo, Sługa Edukacji, Ubogi Nauczyciel Ludzkości, skorzystał z chwili przerwy pomiędzy dwoma wystąpieniami i wychylił się do tyłu, żeby szepnąć Garommie:
— Muszę doglądnąć kilku spraw, zanim pojedziemy z powrotem. Czy mógłbym się oddalić? To… nie zajmie więcej niż dwadzieścia, dwadzieścia pięć minut.
Garomma rzucił mu chmurne spojrzenie.
— Nie mogą poczekać? To tak samo twój wielki dzień, jak i mój. Chcę, abyś był przy mnie.
— Wiem, Garommo, i jestem ci za to wdzięczny. Ale… — dotknął błagalnie kolana Sługi Wszystkich — proszę, abyś zezwolił mi zająć się nimi. Są niezwykle pilne. A jedna z nich dotyczy… pośrednio dotyczy Sługi Bezpieczeństwa i może pomóc ci podjąć decyzję, czy chcesz pozbyć się go właśnie teraz.
Z twarzy Garommy zniknął niechętny wyraz.
— Jeśli o to chodzi, to jak najbardziej. Ale wróć, zanim skończy się ceremonia. Chcę, abyśmy wyszli razem.
