Kłopot w tym, że nie można było nic na to poradzić, tylko cały czas być czujnym.

Pamiętał, jak ojciec zawołał go od dziecięcych zabaw i poprowadził w góry, żeby powierzyć mu owce. Jakże nienawidził tej samotnej, nużącej pracy! Ojciec zauważył to i ten jeden raz zmiękł na tyłe, aby spróbować coś mu wyjaśnić.

— Widzisz, synu, na owce mówi się, że są zwierzętami domowymi. Tak samo na psy. No i możemy udomowić sobie owce i możemy udomowić psy, żeby pilnowały owiec, ale żeby mieć mądrego, czujnego pasterza, który będzie wiedział, co robić, gdy coś się nagle przydarzy, i który przyjdzie nam o tym powiedzieć, cóż, do tego potrzebny jest człowiek.

— O rany, tato — jęknął wtedy niepocieszony, kopiąc ze złością laskę pasterską, którą dostał — to czemu — jak się to mówi — nie UDOMOWIĆ człowieka?

Ojciec się roześmiał, po czym ruszył w dół po zarośniętym zboczu.

— Podobno są tacy, którzy tego próbują — zawołał na pożegnanie — i podobno coraz lepiej im to idzie. Kłopot w tym, że jak się człowieka udomowi, to nie wart jest funta kłaków jako pasterz. Gdy go ujarzmisz, traci polot i zacięcie do pracy. Nie zależy mu na niej i staje się bezużyteczny.

Na tym pokrótce polegał problem, uświadomił sobie Garomma. Sługa Bezpieczeństwa, aby dobrze spełniał swoje obowiązki, nie mógł być udomowiony.

Próbował używać tych owczarków jako szefów Bezpieczeństwa, próbował wciąż na nowo. Ale zawsze okazywało się, że są do niczego i że trzeba ich zastąpić ludźmi. A ludzie — po roku, trzech latach, pięciu latach na stanowisku — wcześniej czy później sięgali po najwyższą władzę i trzeba było ich z żalem zlikwidować.



6 из 32