Żal tego wszystkiego.

Nic się na to nie poradzi.

Odwrócił się od tego, co mógł i czego nie mógł zobaczyć, i ruszył ścieżką w dół. W zapadającej ciemności szło się powoli.

Był raptem pół przecznicy od domu, jechał między rzędami skromnych, białych drewnianych domów. Ich mieszkańcy, jego sąsiedzi, stanowili eklektyczny zbiór. Osiedlili się tu pracownicy uczelni, agenci ubezpieczeniowi, dentyści, niezależni autorzy poradników biznesowych, instruktorzy jogi i trenerzy rozwoju osobistego. Zauważył dziewczynę. Szła poboczem.

Pewnie nie zwróciłby na nią większej uwagi, ale uderzyła go determinacja, z jaką kroczyła naprzód. Jakby doskonale wiedziała, czego chce. Miała popielato-blond włosy wsunięte pod jaskraworóżową czapkę Boston Red Sox. Jej ciemna parka była w paru miejscach rozdarta, dżinsy też. Najbardziej zaintrygował go jej plecak – wręcz pękał w szwach od ubrań. W pierwszej chwili pomyślał, że dziewczyna po prostu wraca do domu. Podwiózł ją tu popołudniowy autobus zabierający uczniów, którzy za karę musieli zostać po lekcjach w szkole. Ale zauważył, że do plecaka jest przytroczony duży pluszowy miś, a nie wyobrażał sobie, żeby ktokolwiek pokazał się w liceum z taką dziecinną zabawką. Taka osoba z miejsca stałaby się obiektem drwin.

Przejeżdżając obok, zerknął na jej twarz.

Młoda, jeszcze dziecko, ale piękna jak wszystkie nastolatki u progu przemiany. A przynajmniej tak sobie pomyślał, choć dawno nie miał kontaktów z młodzieżą poza salą wykładową.

Patrzyła prosto przed siebie, mocno skupiona.

Chyba nawet nie zauważyła jego samochodu.

Skręcił przed dom, ale nie wysiadł. Miał wrażenie, że pod determinacją dziewczyny – piętnasto-, szesnastoletniej, nie potrafił już precyzyjnie określać wieku młodych ludzi – coś się skrywa. Jej mina fascynowała go, pobudzała ciekawość.



8 из 396