
Obserwował w lusterku wstecznym, jak pannica idzie szybkim krokiem na róg ulicy.
Wtedy dostrzegł coś, co trochę nie pasowało do jego cichej, bezwzględnie normalnej dzielnicy.
Ulicą powoli jechała biała furgonetka, jak mały wóz dostawczy, ale bez napisów reklamujących usługi elektryka albo malarza. Zerknął do szoferki – prowadziła kobieta, a na miejscu dla pasażera siedział mężczyzna. To go zaskoczyło. Powinno być na odwrót, pomyślał. Zaraz jednak uznał, że to seksistowski stereotyp. Oczywiście, że kobieta może prowadzić furgonetkę. I choć robiło się późno i wieczorny mrok szybko opadał pośród drzew, tak naprawdę nie było powodu sądzić, że ta furgonetka ma w sobie coś niezwykłego.
Aż do chwili, kiedy zwolniła i podążyła za dziewczyną jak cień. Ze swojego miejsca Adrian zobaczył, że samochód zatrzymuje się po drugiej stronie ulicy. Dziewczyna zniknęła mu z oczu, zasłonięta przez wóz.
Furgonetka raptownie ruszyła, skręciła za róg i wtopiła się w szarość zmierzchu tuż przed nocą.
Spojrzał raz jeszcze. Dziewczyny nie było.
Na ulicy została różowa bejsbolówka.
Rozdział 2
Jak tylko drzwi się otworzyły, wiedziała, że już po niej. Pozostały tylko dwa pytania: Jak długo to potrwa? I jak bardzo to będzie straszne?
Nieprędko pozna odpowiedzi. Na początku było jedynie dzikie, niepohamowane przerażenie, które przyćmiło wszystkie inne uczucia.
Jennifer Riggins nie od razu obejrzała się na jadącą obok furgonetkę. Skupiała się na tym, by dotrzeć do przystanku autobusowego przy szosie, kilkaset metrów dalej. Skrupulatnie opracowała plan ucieczki: lokalnym autobusem pojedzie do centrum miasta, potem może przesiąść się w inny, jadący do oddalonego o trzydzieści kilometrów Springfield.
