Uważam, że zdrowy rozsądek i zwykła procedura wojskowa domagają się, aby traktować ich jako wrogów, chyba że dowiodą czegoś przeciwnego. Tymczasem zachowujmy się z maksymalną ostrożnością, żeby nie rozpętać międzyplanetarnej wojny z być może przyjaznymi nam Marsjanami, czy skąd tam oni pochodzą. Jest nadzwyczaj istotne, aby natychmiast donieść o tym dowództwu armii. Ale ponieważ połączenie radiowe Ziemi z Księżycem jest jeszcze w fazie projektów, jedyny sposób to wysłanie Monroe’a wraz ze statkiem. Jeśli to jednak zrobimy, ryzykujemy, że nasz garnizon tutaj, czyli Tom i ja, zostanie schwytany w tym czasie. W takim przypadku ich strona wejdzie w posiadanie ważnych informacji o naszym personelu i sprzęcie, a nasza strona będzie wiedziała tylko, że ktoś lub coś ma bazę na Księżycu. Tak więc naszym najważniejszym zadaniem jest zdobycie więcej informacji. Dlatego mam propozycję: ja usiądę w kopule połączony linią telefoniczną z Tomem, który będzie siedział na pokładzie statku z ręką na przycisku startu, gotowy do odlotu na Ziemię, gdy tylko otrzyma rozkaz ode mnie. Monroe poleci tam jednomiejscówką i wyląduje tak blisko tamtej kopuły, jak to uzna za bezpieczne. Resztę drogi przejdzie pieszo i zrobi najlepszy zwiad, jaki jest możliwy w kombinezonie kosmicznym. Nie będzie używał radia poza przekazaniem ustalonych bezsensownych sylab, które zrozumiemy jako wylądowanie jednomiejscówki, oraz wysłaniem ostrzeżenia, żebym kazał Tomowi startować. Jeśli go złapią będzie pamiętał, że nadrzędnym celem zwiadowcy jest zdobycie i przekazanie wiadomości o wrogu, więc szybko przełączy radio na maksymalną głośność i przekaże tyle danych, na ile pozwoli czas i refleks wroga. Co o tym sądzicie?

Obydwaj kiwnęli głowani. Nie byli tym specjalnie zainteresowani, to nie oni podejmowali decyzje. Ale mnie pokryła pięciocentymetrowa warstwa potu.

— Ja mam pytanie — odezwał się Tom. — Dlaczego na zwiad wybrał pan Monroe’a?



4 из 7