
— Czemu w takim razie wynajął im pan miejsca?
— Oczywiście z powodu pieniędzy — odparł kapitan. — Ta hałastra jest cholernie bogata i chcieli mieć najlepsze miejsca na statku, niezależnie od kosztów. Zgodziłem się. Każdy z nich zapłacił trzykrotnie więcej, niż wynosi normalna opłata za przejazd. Mimo to wydaje mi się, że pewnego dnia będę tego żałował. Przyszło mi sypiać na zmianę w jednej kabinie z matem. A muszę panu powiedzieć, że mat jest wiernym wyznawcą diety czosnkowej. Wydaje mu się, że to go utrzymuje w formie. Jedynie skrajna konieczność zmusza mnie do wczołgiwania się na jego koję.
— Poza panem mat jest jedynym człowiekiem?
— Niestety, tak. Jest nas tylko dwóch. Załoga składa się ze szczurów takich jak ten, który pana znalazł, i innych, podobnych mu, śmierdzących obcych. Pomieszczenia dla pasażerów i kabiny są zajęte przez przyprawiających mnie o mdłości pielgrzymów.
— Jeśli tak pan nie cierpi obcych, czemu zajmuje się pan ich przewozem? Założę się, że z równym powodzeniem mógłby pan kierować frachtowcami.
— Muszę przetrwać jeszcze pięć lat tego piekła — odparł kapitan. — Jeszcze tylko pięć lat. Na frachtowcach nie zarabia się prawdziwych pieniędzy. Za to przewożenie tych cholernych pielgrzymów jest bardzo opłacalne, jeśli tylko jest się w stanie to wytrzymać. A ja jestem wytrzymały i dlatego będę to robił jeszcze kolejne pięć lat. Do tego czasu zarobię wystarczająco dużo, żeby przejść na emeryturę. Wtedy wreszcie wrócę na różową planetę nazywaną Kwiatem Jabłoni. Głupia nazwa, ale idealnie pasuje do tego miejsca. Czy był pan kiedykolwiek na jakiejś różowej planecie, doktorze? Nie ma ich zbyt wielu.
