
— Nie, nigdy.
— Szkoda — westchnął kapitan.
Od strony otwartych drzwi dało się słyszeć skrzypnięcie.
Kapitan odwrócił się na krześle.
— A, to ty, kochanie — powiedział wyraźnie uradowany.
Tennyson również obrócił się. W drzwiach stała jakaś kobieta. Miała imponującą figurę, szerokie ramiona i biodra, piękne oczy osadzone w pełnej wyrazu twarzy, duże, kształtne usta i błyszczące jak złoto włosy.
— Wejdź, proszę — powiedział kapitan. — Jak widzisz, mamy jeszcze jednego pasażera. Czworo ludzi na pokładzie w czasie jednego tylko rejsu. To chyba nasz rekord.
— Mam nadzieję, że nie przeszkadzam — rzekła kobieta.
— Ależ skąd — odparł kapitan. — Bardzo się cieszymy, że zechciałaś nas odwiedzić. Jill Roberts, a to doktor Tennyson. Doktor Jason Tennyson.
Wyciągnęła rękę do Tennysona.
— Miło mi spotkać kolejnego człowieka. Gdzie się pan ukrywał?
Tennyson momentalnie zamarł. Obracając się, kobieta stanęła tak, że ujrzał jej zasłonięty dotąd drugi policzek. Przez całą jego długość, od szczęki aż po skroń biegła wyraźna, czerwona szrama.
— Przykro mi, doktorze — powiedziała. — Tak już wyglądam. Od lat straszę tym wszystkich przyjaciół.
— Proszę mi wybaczyć — odrzekł wyraźnie speszony Tennyson. — Moje zachowanie jest naganne. Jako lekarz…
— Jako lekarz nie może pan nic na to poradzić. Zamaskowanie tego w jakikolwiek sposób jest niemożliwe. Nawet operacja plastyczna jest niewykonalna. Tak już po prostu musi zostać. Muszę z tym żyć. Zresztą, już się nauczyłam z tym żyć.
— Panna Roberts jest pisarką — wyjaśnił kapitan. Artykuły do czasopism, długa półka książek.
— Jeśli butelka nie przyrosła jeszcze do pańskiej ręki, to czy mógłby pan pozwolić mi zniejszyć nieco jej zawartość? — spytała Jill Roberts.
— Oczywiście — odpowiedział szybko Tennyson. — Pozwoli pani, że wytrę. — Dokładnie przetarł szyjkę butelki końcem rękawa koszuli.
