— Wygląda na to, że na tej puszce po konserwach nie ma ani jednej szklanki — ciągnęła Jill Roberts. — Ale, prawdę mówiąc, specjalnie mi to nie przeszkadza. Picie z kimś z jednej butelki to tylko jeden ze sposobów wymiany zarazków.

Wzięła butelkę i usiadła na jednym wolnym krześle.

— Gdzie też pan śpi? — spytała Tennysona. — Kapitan wspominał mi, że wszystkie kabiny są zajęte. Nie upchnął chyba pana razem z tym obcym bydłem w czwartej klasie?

— Doktor Tennyson — powiedział kapitan z uśmiechem — trochę się spóźnił. Szczerze powiedziawszy, nie mam go gdzie umieścić. Pojawił się dość niespodziewanie.

Kobieta podniosła butelkę do ust, opuściła i spojrzała podejrzliwie na Tennysona.

— To prawda? — spytała. Tennyson uśmiechnął się szeroko.

— Kapitan stara się być uprzejmy. Tak naprawdę jestem pasażerem na gapę. A co do kabiny, nie powinniście się państwo tym martwić, ułożę się gdziekolwiek. I tak jestem szczęśliwy, że udało mi się dostać na pokład.

— Jeśli już mamy być skrupulatni, to prawda wygląda jeszcze inaczej. — Kapitan poczuł się zobowiązany wyjaśnić sprawę do końca. — Doktor rzeczywiście jest pasażerem na gapę, ale pragnie zapłacić za podróż. Dlatego, z praktycznego punktu widzenia, od tej chwili nie jest już pasażerem na gapę.

— Ależ pan musi być głodny — zauważyła Jill. — Pewnie nie wziął pan ze sobą jedzenia.

— Rzeczywiście, nie pomyślałem o tym — odparł Tennyson. — Prawdę mówiąc, zbytnio się spieszyłem. Ale wystarczyłby mi jakiś stek.

— Na tej konserwie nie ujrzy pan steków — uśmiechnęła się Jill. — Ale na pewno znajdzie się coś do wypełnienia żołądka. Prawda, Kapitanie?

— Oczywiście — zgodził się kapitan. — Nie powinno z tym być większych problemów. Jestem pewien, że coś się znajdzie.

Jill wstała i wetknęła sobie butelkę pod pachę.



15 из 341