
— Proszę przysłać jedzenie do mojej kabiny — rzuciła w stronę kapitana, a następnie zwróciła się do Tennysona: — Proszę ze mną. Umyjemy pana, uczeszemy i zobaczymy, jak pan naprawdę wygląda.
Rozdział III
IN ajpierw wyjaśnijmy sobie parę spraw — zaczęła Jill. — Po tak krótkiej znajomości, nie mam zamiaru wskakiwać z tobą do łóżka, a właściwie do koi, bo łóżkiem nazwać się tego nie da. Będziemy spać na zmianę, tak jak kapitan i mat. Będziemy razem jadać posiłki, rozmawiać i grać na moich muzycznych kryształach. Ponieważ z natury jestem ugodowa, będę starała się wytrzymać z tobą, ale jeśli staniesz się nie do zniesienia, wyrzucę cię bez ogródek.
— Postaram się dobrze zachowywać — odparł Tennyson — chociaż wydaje mi się, że będę wystawiony na pokuszenie. Czuję się jak bezdomny pies, którego ktoś wreszcie zechciał przygarnąć.
Połówką kromki chleba wyczyścił talerz zbierając resztę sosu z gulaszu.
— Przy moim wilczym głodzie, nawet ten posiłek był smaczny, ale i tak wyraźnie wyczułem, że zalatywał czymś dziwnym — zastanawiał się na głos Tennyson. — To chyba gulasz, ale z czego on był właściwie zrobiony?
— Lepiej nie pytaj — odpowiedziała Jill. — Po prostu zamknij oczy i jedz. Zatykanie sobie nosa również pomaga, jeśli tylko człowiek się nie udusi. Istnieje pewne podejrzenie, że kiedy umiera któryś z pielgrzymów, a trochę ich tam umiera, bo jak wiadomo warunki w czwartej klasie nie są najlepsze…
26 Chttora u.
Tennyson machnął szybko ręką.
— Proszę, przestań — przerwał jej. — Mój organizm potrzebuje pożywienia, a poza tym chciałbym, żeby zostało ono tam, gdzie znajdzie się teraz.
— Nigdy bym nie pomyślała, że lekarz może być tak wyczulony na tym punkcie.
— Lekarze, moja droga, nie są wielkimi brutalami.
— Odstaw talerz — zakończyła dyskusję Jill. — Wytarłeś go tak, że aż się świeci. Zapomniałeś, że nadal mam butelkę od kapitana.
