
— Ale zbija na tym fortunę — dorzucił Tennyson. — Powiedział mi, że jeśli tak dalej pójdzie, to za pięć lat będzie mógł przejść na emeryturę na planecie zwanej Kwiat Jabłoni.
— Tak, mnie też to powiedział. Najwyraźniej mówi o tym wszystkim. Nie wiem, czy to rzeczywiście prawda.
— Myślę, że tak — powiedział Tennyson. — Ludzie robią różne dziwne rzeczy, żeby tylko móc zrealizować swoje marzenia.
— Jason — rzekła nagle Jill. — Lubię cię. A wiesz dlaczego?
— Bo jestem szczery i godny zaufania — zgadywał Tennyson. — Jestem człowiekiem, potrafię wczuć się w twoją sytuację, jestem uczciwy…
— Eee tam. Gadanie. Lubię cię, bo potrafisz patrzeć na mnie bez wzdragania się. Nie odwracasz oczu. Ludzie, z którymi zaczynam rozmawiać, zawsze odwracają wzrok. Pogodziłam się już ze swoim wyglądem i chciałabym, żeby ludzie również się z nim pogodzili.
— To dlatego, że prawie tego nie zauważam.
— … a poza tym jesteś uroczym łgarzem. Tej blizny po prostu nie można nie zauważyć.
— Szok, którego się doznaje patrząc na ciebie po raz pierwszy, wynika stąd, że gdyby nie ta blizna byłabyś po prostu piękna. Posiadasz klasyczny typ urody. Jedna strona twarzy nieodparcie przyciąga pięknem, druga odrzuca szpetotą.
Proszę. Potrafisz w dodatku opowiadać o tym — uśmiechnęła się Jill — i to w taki sposób, że brzmi to zupełnie naturalnie. Żadnej litości. Nawet współczucia. Tak, jakby to było zupełnie normalne. Muszę przyznać, że to pomaga. Miło, że akceptujesz mnie taką, jaką jestem. Na początku było mi trudno. Odwiedzałam wielu różnych lekarzy, a za każdym razem i tak diagnoza była taka sama. Naczyniak włośniczkowy. Nic nie można poradzić. Jeden ze specjalistów poradził mi nawet, żebym nosiła maskę zakrywającą połowę twarzy. Zapewniał mnie, że można by było wykonać taką maskę bez problemów…
