
Głód i napięcie potrafiły zmienić wszystko. Posadził ją w kręgu migotliwego światła rzucanego przez jedyną, jakby zapomnianą latarnię.
– Czy mogę coś dla ciebie zrobić?
Znowu uświadomił sobie, że jej obecność przywołuje dawno zapomniane wzorce z zamierzchłej przeszłości. Wszystko co mówił, co mógł powiedzieć brzmiało teraz tak niedorzecznie. Położyła mu głowę na ramieniu.
– Jesteś jakiś dziwny – szepnęła. – Mam wrażenie, jakbyś mnie wchłaniał. Jakbyś… – szukała słów -…przyjmował całą moją osobowość.
– Czy… – urwał nagle. Zdał sobie sprawę, że nie wie, o co chciał zapytać.
– Mogę rozmawiać tylko z tobą. Inni… – ona też zamilkła na dłuższą chwilę. – Nie wiem, jak to powiedzieć. Przez cały czas mam wrażenie, że naprawdę mógłbyś przyjąć mnie całą.
Zmrużyła oczy, patrząc w górę na migającą urywanymi błyskami lampę.
– Wiesz – wyjęła nagle z kieszeni podniszczoną talię dziwnych, podłużnych kart. – Powróżymy sobie.
W przypływie chwilowego optymizmu zaczęła ją tasować z niezwykłą sprawnością.
– Najpierw tobie, dobrze?
Znużony skinął głową. Tarot, kto by pomyślał…
– Wierzysz w to, co mówią karty? – zapytał.
– Oczywiście – podsunęła talię do przełożenia. – Lewą ręką. Najpierw sprawdzimy, kim jesteś i co cię czeka.
Jej drobne ręce z ogromną szybkością rozkładały kolorowe kartoniki.
– Narasta coś, z czym nie mogłeś sobie poradzić od bardzo dawna. Rozwiązanie kryje się w otoczeniu koloru czarnego, to… Duże Arkana. A ty…
Zmusił się do uśmiechu.
– Ty jesteś… – długie palce zamarły w bezruchu. Podniosła oczy, w których nie było już iskierek udawanej wesołości.
– Nie wiem, kim jesteś – szepnęła.
– A co to za karta? – spytał.
– Ta karta nie ma prawa tu być – zrobiła nagle rzecz zdumiewającą, po prostu przedarła kartonik, który trzymała w dłoni.
Odwróciła głowę, najwyraźniej myśląc już o czymś innym. Jej twarz drgała w jakimś niezrozumiałym, wewnętrznym rytmie.
