
— Nie może cię ruszyć bez poparcia większości w radzie ekspedycji — stwierdził Cal.
— Nie, nie może — przyznał Janeąuin. — Jeśli zamierza to zrobić w ten sposób. Ale informacje Dana są prawdziwe. Zdaje się, że Girardieau planuje akcję bardziej bezpośrednią.
— To byłoby równoznaczne z… zamachem.
— Chyba tak to się dokładnie nazywa — powiedział Janeąuin.
— Jesteś pewien? — Calvin znów się skoncentrował. Na jego czole pojawiła się ciemna zmarszczka. — Tak, możesz mieć rację. Media wiele spekulowały na temat kolejnego posunięcia Girardieau oraz na temat tego, że Dan cały czas przebywa na wykopkach, podczas gdy kolonia przeżywa kryzys przywództwa. Znacznie zwiększyła się ilość zaszyfrowanych komunikatów między osobami uważanymi za sprzymierzeńców Girardieau. Oczywiście, nie potrafię złamać kodu, ale z pewnością mogę snuć spekulacje na podstawie zwiększonej wymiany korespondencji.
— Coś rzeczywiście planują — stwierdził Sylveste. Sluka miała rację, pomyślał. Zatem oddała mu przysługę, choć zagroziła opuszczeniem wykopaliska. Gdyby nie jej ostrzeżenie, nigdy by się nie zdecydował na wywołanie Cala.
— Na to wygląda — przyznał Janeąuin. — Dlatego próbowałem się z tobą skontaktować. To, co Cal mówi o sympatykach Girardieau, potwierdza tylko moje obawy. — Mocniej zacisnął dłonie na barierce. Mankiet kurtki wiszącej na jegc chudym ciele miał wzorek w pawie oczka. — Sądzę, Dan, że nie ma sensu, bym tu pozostawał. Usiłowałem utrzymywać z tobą kontakt, nie wzbudzając podejrzeń, ale mam wszelkie podstawy przypuszczać, że nasza rozmowa jest podsłuchiwana. Nie powinienem już nic więcej mówić. — Odwrócił się tyłem do panoramy miasta. — Calvinie — powiedział do siedzącego — cieszę się, że po tak długim czasie mogłem cię znowu zobaczyć.
— Dbaj o siebie. — Cal uniósł dłoń ku Janeąuinowi. — I powodzenia z pawiami.
