
Janeąuin był najwyraźniej zdziwiony.
— Wiesz o moim projekciku?
Calvin tylko się uśmiechnął. Pytanie Janeąuina było przecież zbyteczne, pomyślał Sylveste.
Starzec machnął ręką — środowisko działało na pełną interakcję dotykową — i wyszedł z zasięgu swej komory obrazowania.
Na balkonie pozostali tylko oni dwaj.
— No i co? — spytał Cal.
— Nie mogę sobie pozwolić na utratę kontroli nad kolonią. — Sylveste nadal był nominalnym dowódcą całej ekspedycji na Resurgamie, nawet po ucieczce Alicji. Formalnie ci wszyscy, którzy nie wrócili z nią do domu, ale postanowili pozostać na planecie, powinni być jego sojusznikami, więc jego pozycja powinna się wzmocnić. Tak się jednak nie stało. Niektórzy zwolennicy poglądów Alicji nie zdołali dostać się na pokład „Lorean”, nim statek opuścił orbitę. A wśród tych, co zostali, poprzednio sympatyzujących z Sylveste’em, wielu sądziło, że źle — a nawet zbrodniczo — postępował w kryzysowej sytuacji. Jego wrogowie twierdzili, że to, co Żonglerzy Wzorców zrobili mu z głową, jeszcze przed jego spotkaniem z Całunnikami, ujawnia się dopiero teraz. I są to patologie graniczące z szaleństwem. Nadal prowadzono badania nad Amarantinami, choć z coraz mniejszym zaangażowaniem, natomiast różnice i niechęci polityczne narastały i nie dawało się ich już zniwelować. Osoby ze szczątkową lojalnością w stosunku do Alicji — główną postacią wśród nich był Girardieau — wtopiły się w Potopowców. Archeolodzy Sylveste’a gorzknieli i w grupie zapanowała atmosfera oblężonej twierdzy. Po obu stronach zdarzyły się zgony, które niełatwo było uznać za zwykłe wypadki. Teraz sytuacja osiągnęła stan wymagający działań i właśnie Sylveste musiał znaleźć wyjście z kryzysu. — Ale nie mogę również wypuścić z rąk tego… — Wskazał obelisk. — Potrzebuję twojej rady, Cal. I wydostanę ją, bo zależysz ode mnie całkowicie. Jesteś kruchy, pamiętaj o tym.
Calvin niespokojnie poruszył się na krześle.
