Nikogo najwyraźniej nie obchodziło, co będzie najwygodniejsze dla Sidsel.

– Oczywiście nie znaczy to, że może robić z meblami na co jej tylko przyjdzie ochota – pouczyła ich ciotka Agnes. – To skarby rodzinne i jesteśmy do nich bardzo przywiązane.

„Sporo mebli” było zbyt łagodnym określeniem, a jeśli miały to być rzeczywiście rodzinne skarby, to trzeba przyznać, że ciotki należały do osób ubogich. Pokój przypominał magazyn sprzętów – takich, których nawet handlarze starzyzną nie mieliby nadziei sprzedać. Stały tam dziwnie pogrupowane meble z różnych epok, każdą odrobinę wolnego miejsca zajmowały wątpliwej wartości przedmioty mające służyć dekoracji. Ove utorował sobie drogę między stołami, krzesłami, etażerkami i wielkimi malowanymi gipsowymi statuetkami aż do rozchwianego łóżka.

– Tu będziesz spać, Sidsel – powiedział wesoło, chcąc dodać dziewczynce otuchy, ale jej skrzywiona do płaczu buzia powiedziała mu, że popełnił straszliwy błąd, umieszczając córkę w domu ciotek. Dobrze ją rozumiał, sam także za nic nie chciałby tu zostać.

Guri odciągnęła męża na bok, by zamienić z nim kilka słów na osobności. Na twarzy nie miała nawet cienia uśmiechu.

– Czy naprawdę nie ma nikogo innego, kto mógłby zająć się Sidsel?

Potrząsnął głową.

– W każdym razie za późno już na szukanie.

– A jeszcze w dodatku musimy tu przenocować! – jęknęła. – Spóźnimy się o jeden dzień. Ale przynajmniej Sidsel nie będzie w nocy sama. Chociaż nie możemy spać tutaj, tu przecież nie ma miejsca.

Po stanowczych sprzeciwach połączonych z licznymi westchnieniami ciotki zgodziły się wreszcie, by przespali się na podłodze w stołowym, ale przystały na to dopiero, kiedy Ove zaproponował, że zapłaci za nocleg. Twierdziły, że to dla nich stanowczo zbyt dużo kłopotu.

Kiedy jednak wręczył im swe ciężko zapracowane pieniądze, ich zadowolone miny pokazały, że nie tak trudno je przekonać.



10 из 192