
Kiedy tak stali, próbując pozbierać myśli, przez pokój przeleciał nagle stary zegar kominkowy i z wielkim hukiem uderzył w ścianę.
– Mówcie co chcecie – powiedział Ove – ale tak mocno nie potrafi cisnąć nawet dorosły mężczyzna.
Usłyszeli głośny jęk ciotki Gerd. Zabrzmiało to tak jakby doznała nagle ataku serca, ale powodował nią tylko strach. Cała drżąc, białym nalanym ramieniem wskazywała na jedną ze ścian.
Wszyscy jak zahipnotyzowani wpatrywali się w to, co im pokazała.
Wysoko na ścianie, w odległości mniej więcej pół metra od sufitu, na brunatnej tapecie widniał głęboki ślad. Coś odcisnęło się z taką siłą, że zniekształcone zostało nawet drewno pod tapetą.
Wszyscy widzieli, co to było. Olbrzymia zwierzęca łapa, dokładnie zarysowana, z wielkimi pazurami.
Z jednym tylko zastrzeżeniem: takie zwierzę nie istniało.
ROZDZIAŁ III
Był po prostu niezorientowanym turystą.
Raźnym głosem wypytywał mieszkańców pierwszej zagrody o drogę do Fergeoset.
Chcieli wiedzieć, czego tam będzie szukał.
Interesują go wyludnione miejsca, wyjaśnił młody człowiek z czarującym uśmiechem, który jednak nie został odwzajemniony.
– Badam trochę ludową tradycję – ciągnął. – Doszły mnie słuchy o Fergeoset…
Znów się roześmiał, ale troje mieszkańców zagrody milczało zachowując powagę. Śmiech turysty zamarł, przemieniając się w ciche pochrząkiwanie.
– Moim zdaniem nie powinieneś tam iść – powiedział wreszcie wieśniak. – Miejsce jest wyludnione nie bez powodu.
– Ach, tak? No cóż, myślę, że o tym sam zdecyduję. Gdybyście tylko zechcieli wskazać mi drogę…
– Tej drogi już nie ma. Ale jeśli za wszelką cenę chcesz się tam udać, to musisz dojść do skraju lasu. Tam zobaczysz wodospad. Możesz iść wzdłuż niego w górę, bo kończy się w Fergeoset.
