
Wydawało mu się, że tuż przy kościele widzi cmentarz. Wąski pas lądu prowadził stamtąd na nieduży, lecz wysoki półwysep, porośnięty tworzącymi okrągły gaj drzewami o rozłożystych konarach.
Mgła nad jeziorem gęstniała. Coraz trudniej było przyglądać się wiosce.
Cóż za fantastyczny spokój! Pejzaż – smutne wspomnienie minionych dni.
Ludzie, którzy tu mieszkali, żyli co prawda w izolacji, ale trudno było sobie wyobrazić, że z własnej woli opuścili wioskę. Co się tu wydarzyło? Czyżby jakaś zaraza? A może wyginęli naturalną śmiercią poprzez dziesiątki lat? Młodzi tęsknili za światem…
Czy też może w mrocznych opowieściach o nawiedzonej wsi tkwiło ziarenko prawdy? Te legendy nie były wcale szczególnie stare; według tego, co opowiadał mu przyjaciel, pojawiły się nagle i rozbłysły gwałtownie jak zorza na niebie.
Och, nie, na pewno nie, uśmiechnął się pod nosem. Oczywiście wcale nie te niemądre bajania sprowadziły go tutaj. Ściągnęła go idea zbadania opustoszałej wsi, być może dokonania ważnych odkryć, które pomogłyby mu w uzyskaniu naukowego stopnia i w jego karierze zawodowej.
Ale jak miał się przedostać na drugą stronę?
W najgorszym razie będzie musiał przepłynąć. Woda na pewno jest zimna, ale nurt rzeki przy ujściu nie wydawał się rwący. Na pewno nie ma tu zdradliwych prądów. Poradzi sobie.
Odważnie zaczął przedzierać się przez zarośla wzdłuż brzegu, odnalazł dawną, ledwie widoczną ścieżkę.
