Sidsel, drobna, szczuplutka dziewczynka o cienkich jasnych włosach i wiecznie przestraszonym spojrzeniu, jakby stale proszącym o wybaczenie, ostrożnie zeszła na trawę. Jej ojciec westchnął zrezygnowany i poczłapał za nią.

– Ale ten odpoczynek nie może trwać zbyt długo! – zapowiedział. – Czas płynie, a my przecież wieczorem mamy jechać dalej.

Sidsel wsunęła drobną rączkę w dłoń ojca.

– Czy nie mogę jechać z wami? – pisnęła żałośnie.

– Już o tym rozmawialiśmy. Tatuś i mamusia wybierają się w swoją pierwszą podróż za granicę. Musimy trochę pobyć sami, zrozum. Ty przez ten czas zostaniesz u swoich ciotecznych babek. Na pewno są bardzo miłe, a my niedługo wrócimy.

Ove Martinsen miał nadzieję, że jego ciotki naprawdę okażą się miłe. Nie widział ich od czasu, gdy był jeszcze dzieckiem, a wówczas trochę się ich bał. Ale upłynęły lata, na starość z pewnością złagodniały. Wiedział, że są, nazwijmy to, oryginalne, bo pozostała część rodziny nie chciała mieć z nimi nic wspólnego. On jednak i Guri postanowili przełamać lody i pozwolić, by przez krótki czas zaopiekowały się Sidsel. Trzy kochane stare cioteczki… Na pewno dziecko w domu sprawi im dużą przyjemność! A poza tym mieszkają na wsi i w ogóle…

Sidsel nie prosiła już, by ją zabrać w podróż. Wiedziała, że to i tak nic nie pomoże.

Podczas gdy rodzice odpoczywali, przysiadłszy każde na swoim kamieniu, dziewczynka zaczęła przechadzać się wzdłuż brzegu rzeki. Była szczuplutka i lekka, słoneczny skwar nie dawał się jej tak mocno we znaki. Przyglądała się ślicznym kamieniom leżącym na piasku, od czasu do czasu brała jakiś i wrzucała do bystro płynącej wody.

Pochyliła się, żeby przyjrzeć się dokładniej czemuś, co lekko połyskując leżało pod wodą na dnie tuż przy samym brzegu. Co to mogło być? Wsadziła rączkę do wody, poczuła, jak rwący jest nurt, ale udało jej się dotknąć dziwnego przedmiotu.

Kiedy już miała go w dłoni, zobaczyła, że to tylko jakiś pieniążek z dziwnym wzorem. Jakby jakieś litery, a może nazywało się to znaki? Moneta była w bardzo złym stanie, więc właściwie nie warto było jej brać, ale dziewczynka mimo wszystko wytarła ją o trawę i schowała do kieszonki. Matka zawołała, wróciła więc do rodziców i kontynuowali męczącą wędrówkę wzdłuż gościńca.



7 из 192