
– Pewien jesteś, że idziemy właściwą drogą? – zapytała Guri męża.
Nie był już wcale o tym przekonany.
– To powinna być dobra droga – odparł niepewnie. – Ale z drugiej strony powinniśmy już być na miejscu. Wszystko tak bardzo się zmieniło od czasów mojego dzieciństwa. Kolej żelazna i…
– Jesteś lekkomyślny! – syknęła Guri. – Dobrze, zapytamy tych chłopów, którzy ścinają drzewo.
Okazało się, że w istocie zabłądzili. Dotarcie do właściwej drogi zajęło im wiele godzin i lepiej nie przytaczać, czego Ove w tym czasie musiał się nasłuchać.
Z uczuciem pewnej niechęci przyglądali się domowi na wzgórzu. Zapadł już zmierzch i księżyc znów pojawił się na niebie. Ten wieczór był pogodny i księżyc bez przeszkód mógł napawać się widokiem swego ulubionego domostwa, skąpanego w jego zimnym zielonym świetle.
– Cóż to za straszny zamek duchów! – mruknęła Guri. – Naprawdę mieszkają tu twoje ciotki?
– Adres się zgadza. Ale jest gorzej, niż mi się wydawało – przyznał Ove. – Tego domu nie naprawiano całymi latami!
Dziewczynka nic nie powiedziała. Cała się trzęsła ze strachu.
– W każdym razie chętnie zajmą się Sidsel – powiedział Ove, chcąc pocieszyć samego siebie.
– Owszem, jeśli tę kartkę uważasz za „chętnie” – odparła Guri. – 'Dziewczynka może przyjechać. Oczywiście należy nam się za to wynagrodzenie'. Koniec i kropka. Ani słowa więcej.
– One są stare i na pewno ubogie – bronił ciotek Ove. – Ale wejdźmy do środka, tam na pewno jest przytulniej.
Kiedy pociągnęli za sznurek przy drzwiach, w głębi domu rozległ się nieprzyjemny dźwięk pękniętego dzwonka. Po chwili drzwi otworzyły się o cal i ani odrobinę więcej. Łańcuch zabezpieczający naprężył się jak struna.
