– O nie! – jęknęła Rosita.

Luke podążył wzrokiem ku temu, na co patrzyła, i z przerażeniem stwierdził, że do ścian obok miejsc do siedzenia przymocowane są dwa komplety łańcuchów, z rodzaju tych, jakich zwykle używa się w sądzie, żeby pozbawić swobody ruchów przestępców oskarżonych o czyny kryminalne, z obejmami na nadgarstki i kostki. Jeden komplet znajdował się przy ławce, drugi przy leżance.

– Ty siadasz tutaj – rozkazał Petey Rosicie. – Nie spuszczaj ze mnie oka – zwrócił się do C.B. – jak będę zakładał jej kajdanki.

– Nikogo nie spuszczam z oka – z naciskiem odrzekł C.B.

– Pan tam, panie Reilly.

Gdybym był sam, podjąłbym ryzyko i próbował odebrać mu broń, pomyślał z gniewem Luke, ale nie mogę narażać życia Rosity. W chwilę później siedział już na ławce, zakuty w łańcuchy, naprzeciwko Rosity usadzonej na leżance.

– Powinienem był zapytać, czy któreś z was nie chce skorzystać z wygódki i iść za potrzebą, ale teraz już będziecie musieli poczekać – oznajmił C.B. beztrosko. – Nie chcę się spóźnić na pogrzeb wuja. Niezależnie od wszystkiego, ja jestem głównym żałobnikiem. A Petey musi się pozbyć waszego samochodu. Kiedy wrócimy, przyniesie wam coś na lunch. Ja oczywiście nie będę głodny. Wuj zapłacił za mój dzisiejszy posiłek, pamięta pan o tym, prawda, panie Reilly?

Gdy Petey zgasił światło, C.B. otworzył drzwi, które po chwili zamknęły się z trzaskiem za wychodzącymi, a Luke i Rosita usłyszeli zgrzyt klucza obracającego się w zardzewiałym zamku.

Uwięzieni w ciemnym mroku kołyszącej się łodzi, oboje przez chwilę milczeli w obliczu grożącego im niebezpieczeństwa, którego realność pojęli teraz w pełni.

W pewnym momencie Rosita spytała cicho:

– Panie Reilly, co z nami będzie?

– Już nam powiedzieli, że chodzi im o pieniądze. Jeżeli istotnie tylko tego chcą, obiecuję, że je dostaną.



16 из 152