– Cześć, złotko. – Willy wyszedł z sypialni do holu. Prawy policzek miał spuchnięty, a wyraz jego twarzy dowodził wymownie, że nieszczęsny implant nadal nie daje mu spokoju.

Alvirah wiedziała, jak rozpogodzić męża.

– Willy, czy wiesz, czym się pocieszam?

– Cokolwiek to jest, podziel się tym ze mną.

– Wiadomo, że doktor Jay usunie ten implant i do wieczora poczujesz się lepiej. Czy to nie znaczy, że jesteś w korzystniejszej sytuacji niż biedna Nora Regan Reilly, która będzie kuśtykać o kulach przez kilka tygodni?

Willy pokiwał głową i zdobył się na słaby uśmiech.

– Alvirah, czy był w ogóle taki przypadek, kiedy mnie coś bolało, żebyś mi nie powiedziała, jaki to ze mnie szczęściarz? Gdybym zaraził się dżumą, to też byś mi kazała użalać się nad kimś innym.

– Chyba tak – zgodziła się ze śmiechem Alvirah.

– Kiedy zamawiałaś samochód, czy wzięłaś pod uwagę wzmożony przedświąteczny ruch? Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że niepunktualne stawienie się na wizytę u dentysty mogłoby mnie zmartwić, ale dzisiaj boję się spóźnić.

– Naturalnie, że wzięłam to pod uwagę – zapewniła go żona. – Będziemy tam grubo przed trzecią. Doktor Jay wciśnie cię jakoś, zanim zjawi się ostatni pacjent. Przed świątecznym weekendem kończy wizyty wcześniej.

– Jest dopiero parę minut po dziesiątej. – Willy sprawdził czas na swoim zegarku. – Szkoda, że nie może mnie przyjąć już teraz. Kiedy ma przyjechać samochód?

– O wpół do drugiej.

– Zacznę się szykować.

Alvirah patrzyła ze współczuciem, jak jej ślubny od czterdziestu lat małżonek znika z powrotem w sypialni. Nie miała wątpliwości, że wieczorem będzie się czuł o niebo lepiej. Ona zrobi jakąś smaczną jarzynową zupę na kolację, a potem obejrzą sobie na wideo „Życie jest piękne”

Alvirah rozejrzała się po pokoju i z uznaniem pociągnęła nosem.



7 из 152