
— Nie chodzi o czas… — powiedział rumiany. — Minęło dopiero pięć dni.
— Ile?
— Pięć dni — powtórzył rumiany. — Zgadza się? — zapytał kościstego.
Kościsty w milczeniu kiwnął głową. Gag uśmiechnął się pobłażliwie.
— No dobrze — powiedział. — Niech będzie. Wy, lekarze, wiecie lepiej. Koniec końców co za różnica… Chciałbym się tylko dowiedzieć… — specjalnie zawiesił głos, patrząc na kościstego, ale kościsty w ogóle nie zareagował. — Chciałbym się tylko dowiedzieć, jakie jest położenie na froncie i kiedy będę mógł powrócić do szeregów…
Kościsty w milczeniu przesuwał słomkę z jednego kącika warg do drugiego.
— Mogę chyba mieć nadzieję, że wrócę do swojej grupy… w stołecznej szkole…
— Raczej wątpię — powiedział rumiany.
Gag zaszczycił go króciutkim spojrzeniem i znowu wpatrzył się w kościstego.
— Przecież jestem Walecznym Kotem — powiedział. — Trzeci rok… Mam wyróżnienia. Raz wymieniono mnie w specjalnym rozkazie jego wysokości…
Rumiany pokręcił głową.
— To nieistotne — powiedział. — Nie o to chodzi.
— Jak to nieistotne? — zapytał Gag. — Jestem Walecznym Kotem! Nie wiecie o tym? Proszę! — podniósł prawą rękę i pokazał, znowu tylko kościstemu, tatuaż pod pachą. — Jego wysokość osobiście ściskał mi dłoń! Jego wysokość obdarował mnie…
— Dobrze, dobrze, wierzymy ci, wierzymy, wszystko wiemy! — zamachał na niego rękami rumiany, ale Gag przywołał go do porządku:
— Ja nie mówię do pana, panie doktorze! Zwracam się do master oficera!
W tym momencie rumiany nieoczekiwanie parsknął śmiechem, zasłonił twarz rękami i zachichotał piskliwie. Gag patrzył na niego oszołomiony, potem przeniósł wzrok na kościstego. Kościsty wreszcie przemówił.
— Nie zwracaj na to uwagi, Gag. — Głos miał głęboki, poważny, pasujący do twarzy. — Jednakże istotnie, jak sądzę, nie zdajesz sobie sprawy ze swojej sytuacji. Nie możemy odesłać cię teraz do stołecznej szkoły. Najprawdopodobniej już nigdy nie wrócisz do szkoły Walecznych Kotów…
