Maris z wrażenia straciła oddech. Pobiegła na krawędź skały. W ślad za nią pognali inni; kilka osób pobladło, niektórzy uśmiechali się niepewnie. Obok Maris stanął Dorrel.

Kruk spadał, trzymając ręce przy bokach, a materiał jego skrzydeł trzepotał niczym peleryna. Mężczyzna leciał głową w dół; patrzący mieli wrażenie, że jego nurkowanie trwa wieczność.

W ostatniej chwili, kiedy był bliski rozbicia się o skały, a Maris wydawało się, że już czuje siłę uderzenia, na tle słonecznego nieba zalśniły srebrzyste skrzydła. Skrzydła znikąd. Kruk złapał sprzyjający wiatr i poleciał w górę.

Maris była wstrząśnięta, ale Jamis Senior, najstarszy z lotników Zachodu, tylko się roześmiał.

— Stara sztuczka Kruka — mruknął. — Już dwa razy widziałem, jak to robił. Natłuszcza rozpory skrzydeł. Kiedy opada dostatecznie nisko, z całych sił je odrzuca. Gdy jedna rozpora zaskakuje na właściwe miejsce, gwałtowne szarpnięcie wywołuje zatrzaśnięcie się następnych złączy. Tak, ładny manewr. Możesz być pewna, że ćwiczył tę sztuczkę wiele razy, zanim zdecydował się ją komukolwiek zaprezentować. Jednak któregoś dnia zawias może się zablokować i już nigdy nie będziemy musieli słuchać Kruka.

Pomimo ironicznych słów starca akrobacja Kruka nie straciła w oczach Maris nic ze swego czaru. Często widywała lotników, którzy unosili częściowo rozłożone skrzydła i raptownym szarpnięciem rozwijali kilka ostatnich rozpór, zniecierpliwieni opieszałością lądowców. Ale czegoś takiego jeszcze nigdy nie oglądała.

Kruk stał na lądowisku i uśmiechał się głupawo.

— Jeżeli wykonacie taki manewr, będziecie mogli się uważać za lotników — oznajmił towarzystwu. Był zarozumiały i nierozważny, ale w tamtej chwili, i jeszcze przez kilka następnych lat, Maris miała wrażenie, że kocha się w nim na zabój.

Smutno potrząsnęła głową i dokończyła kivas. Cała ta historia wydawała się teraz niedorzeczna. W niespełna dwa lata po tamtym przyjęciu Kruk zaginął bez śladu gdzieś nad morzem.



19 из 386