
Dziecko miało już zawrócić, zgodnie z poleceniem matki, gdy nagle na niebie zabłysło coś metalowego — srebrzysty promień, który jak gdyby zwiastował narodziny nowej gwiazdy, przyćmiewającej wszystkie inne. Dziewczynka wiedziała, co ma przed oczami — zanim skrzydła jakiegoś lotnika ukazały się światu, oblewał je blask pierwszych promieni wschodzącego słońca.
Mała zapragnęła pobiec w ślad za nimi, by móc je obserwować. Uwielbiała oglądać lecące ptaki — małe dzięcioły zielone, dzikie kozodoje i padlinożerne kanie — ale widok srebrnych skrzydeł lotników był najwspanialszy. Słońce jednak zaczynało już wschodzić, a matka kazała jej wrócić o świcie.
Zaczęła biec. Pomyślała, że skoro tak szybko przebyła drogę tam i z powrotem, to może zostanie jej trochę czasu na obejrzenie lotnika, zanim matka zauważy jej nieobecność. Dlatego w pędzie mijała leniwych maruderów, którzy dopiero teraz wylegli na plażę. W jej kieszeni podskakiwał mięczak.
Gdy dotarła do miejsca, w którym zatrzymał się lotnik, niebo na wschodzie było już bladopomarańczowe. Skrzydlaci ludzie często lądowali na tym rozległym skrawku piaszczystej plaży; górowała nad nim wysoka, stroma skała, z której rozpoczynali loty. Dziewczynka lubiła się wspinać na klif. Czując, jak wiatr rozwiewa jej włosy, spuszczała nogi nad krawędzią i obserwowała otaczające ją zewsząd niebo. Jednakże tego dnia nie miała czasu. Musiała szybko wracać, jeśli nie chciała się narazić na gniew matki.
Tak czy owak, przybiegła zbyt późno. Lotnik właśnie lądował.
Z wdziękiem wykonał w powietrzu ostatni karkołomny manewr, machając skrzydłami zaledwie dziesięć metrów nad głową dziewczynki, która obserwowała go szeroko otwartymi oczami. Następnie przechylił się nad wodą. Opuścił jedno srebrne skrzydło, podniósł drugie, raptownie zatoczył szerokie koło, a potem wyprostował się i ruszył naprzód. Wylądował z gracją, ledwo musnąwszy piasek.
Na plaży znajdowały się jeszcze dwie osoby — jakiś młodzieniec i starsza kobieta. Biegli obok lądującego lotnika, pomogli mu się zatrzymać, a następnie zadbali o to, żeby jego skrzydła opadły, i powoli, ostrożnie je złożyli. W tym samym czasie lotnik odpinał paski, które łączyły skrzydła z jego ciałem.
