
– I to byłaś ty.
– Tak jest, zgadłeś. Zadziałała federalna teoria powszechnej korzyści. Na mnie i mojego partnera spadło zadanie przeprowadzania rozmowy z ludźmi takimi jak Stanley Kent. Złożyliśmy wizytę doktorowi i jego żonie, przy okazji obejrzeliśmy dom i powiedzieliśmy mu, że powinien zacząć na siebie uważać. Z tego samego powodu zadzwonili właśnie do mnie, kiedy sprawdzaliście jego nazwisko w bazie.
Bosch wrzucił wsteczny bieg i szybko wyjechał z podjazdu.
– Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym od razu?
Samochód ruszył ostro naprzód.
– Bo w Greensboro nikt nie zginął – odparła przekornym tonem Walling. – Twoja sprawa mogła nie mieć z tym żadnego związku. Kazano mi zachować ostrożność i dyskrecję. Przepraszam, że cię okłamałam.
– Trochę za późno, Rachel. Wasi ludzie odzyskali cez z Greensboro?
Nie odpowiedziała.
– No?
– Jeszcze nie. Podobno izotop został sprzedany na czarnym rynku. Sam materiał ma dość dużą wartość pieniężną, nawet jeżeli jest wykorzystywany w celach medycznych. Dlatego nie jesteśmy pewni, z czym właściwie mamy tu do czynienia. I dlatego mnie przysłano.
Dziesięć sekund później znaleźli się za przecznicą i Bosch znów zaczął się rozglądać za numerem, ale Walling pokazała mu właściwy dom.
– To chyba ten po lewej. Z czarnymi żaluzjami. W ciemności trudno rozróżnić.
Bosch zahamował i ze zgrzytem ustawił dźwignię w pozycji „parking", zanim jeszcze samochód się zatrzymał. Wyskoczył i podbiegł do drzwi. W domu było ciemno. Nie świeciła się nawet lampa nad wejściem. Ale zbliżając się do drzwi, Bosch zauważył, że są uchylone.
– Otwarte – powiedział.
