
– Będą za dziesięć minut – poinformował, wracając do sypialni.
Ogarnęła go fala podniecenia. Mieli żywego świadka. Leżąca na łóżku kobieta mogła im podać przynajmniej parę szczegółów na temat tego, co się stało. Wiedział, że koniecznie trzeba ją będzie jak najszybciej skłonić do mówienia.
Rozległ się głośny jęk i kobieta odzyskała przytomność.
– Pani Kent, już wszystko dobrze – powiedziała Walling. -W porządku. Jest pani bezpieczna.
Kobieta stężała i szeroko otworzyła oczy, widząc przed sobą dwoje nieznajomych. Walling pokazała legitymację.
– FBI, pani Kent. Pamięta mnie pani?
– Co? Co się… gdzie jest mój mąż?
Zaczęła się podnosić, ale zorientowawszy się, że jest naga, próbowała szczelniej otulić się narzutą. Nadal miała zdrętwiałe palce i nie potrafiła ich zacisnąć. Walling pomogła się jej okryć.
– Gdzie Stanley?
Walling uklękła u nóg łóżka, tak że ich twarze znalazły się na jednym poziomie. Spojrzała na Boscha, jak gdyby szukając wskazówek, jak odpowiedzieć na jej pytanie.
– Pani Kent, pani męża tu nie ma – powiedział Bosch. – Detektyw Bosch z policji Los Angeles, a to agentka Walling z FBI. Staramy się ustalić, co się stało z pani mężem.
Kobieta popatrzyła na Boscha, potem na Walling, zatrzymując wzrok na agentce.
– Pamiętam panią. Przyszła pani do nas, żeby nas ostrzec. O to chodzi? Ludzie, którzy tu byli, złapali Stanleya?
Rachel pochyliła się i łagodnym głosem powiedziała:
– Pani Kent… Ma pani na imię Alicia, prawda? Alicio, musi się pani trochę uspokoić, żebyśmy mogli porozmawiać i pomóc pani. Chciałaby się pani ubrać?
Alicia Kent skinęła głową.
– Dobrze, zostawimy panią na chwilę – obiecała Walling. -Zaczekamy w salonie, aż się pani ubierze. Najpierw jednak proszę mi powiedzieć, czy odniosła pani jakieś obrażenia?
