Las ociekał kroplami deszczu po ostatniej ulewie. Wśród drzew przebiegały wiewiórki, a długie trawy poruszały się aksamitnym szmerem. Sidła leżały nieruchomo, ich szkielet lekko fosforyzował.

— Chodźże — powiedział Thurston. — Jajecznica wystygnie.

Samish, gdzie jesteś? Coraz pilniej cię potrzebuję. Moja mała planetoida została przewrócona do góry nogami!

Jesteś moim przyjacielem, Samish, jesteś przyjacielem mojego dzieciństwa, świadkiem mojego ślubu. Jesteś też przyjacielem mojej pięknej Fregel. Liczę na ciebie.

Nie spóźnij się.

Ziemianie uznali moją pułapkę za zwykłe sidła i nic ponadto. I natychmiast jej użyli, tak jak oczekiwałem. Niewiarygodna ciekawość tych istot jest przecież znana.

Tymczasem moja żona przyjechała do mnie wesoła, szczęśliwa, że opuściła miasto. Wszystko składało się doskonale.

Podczas śniadania otyły Thurston, wdając się w uczone szczegóły, tłumaczył z przekonaniem, że sidła nie mogą funkcjonować, skoro się ich nie otworzy, tak żeby zdobycz w nie wpadła. Chudy Dailey uśmiechał się pobłażliwie i opowiedział mu o osmozie i przenikaniu. Gdy już pomyli i osuszyli naczynia, poszli poprzez wilgotną, elastyczną łąkę w stronę sideł.

— Patrz! — wykrzyknął Dailey.

W sidłach coś było, coś przedziwnego, co miało wielkość królika, lecz w kształcie i kolorze przypominało zielone jabłko. „Zwierzę” miało wydłużone oczy na końcu wystających czułek i wyciągało ku nim kleszcze jak u kraba.

— Już nigdy nie będę pił rumu przed śniadaniem oświadczył Thurston. — Od jutra. Daj mi manierkę.

Pociągnął obfitą porcję, a potem znów spojrzał na istotę zamkniętą w pułapce.

— Brrr!

— To musi być jakiś nowy okaz — powiedział Dailey. — Okaz koszmarny, w każdym razie. Co byś powiedział na to, żeby raczej przenieść się nad jezioro i zapomnieć o tym wszystkim?

— Nie ma mowy. Nawet w książkach zoologicznych nigdy nie widziałem niczego, co by było do tego podobne. Jakaś rasa nie znana uczonym. Gdzie to schować?



4 из 10