
— Schować?!!
— Oczywiście. Nie można przecież zostawić tego w sidłach. Trzeba zbudować jakąś klatkę i zastanowić się nad tym, co toto może jeść.
Twarz Thurstona straciła swój zwykły spokojny wyraz. — Posłuchaj, Ed. Nie mam najmniejszego zamiaru spędzić moich wakacji z czymś podobnym. Może to jest jadowite, a jestem zupełnie pewien, że jest brudne. — Złapał oddech i ciągnął: — To coś, co jest w tych sidłach, nie jest normalne. To jest… to jest nieludzkie.
Dailey zaśmiał się szyderczo:
— Tak samo właśnie mówiono o pierwszym samochodzie Forda i o żarówce Edisona. Te sidła są nowym świadectwem postępu i wiedzy.
— Nie jestem bynajmniej przeciwny postępowi — zaprotestował Thurston — ale myślę…
— Powiesz mi później. Najpierw zbudujmy klatkę i znowu nastawmy sidła.
Thurston coś mruknął, ale poszedł za nim.
Dlaczego jeszcze cię tu nie ma, Samish!
Czy nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji? Pomyśl o swoim starym przyjacielu! Pomyśl o pięknej Fregel, o lśniącej sierści, którą kocham, dla której zaryzykowałem tę całą awanturę. Przynajmniej daj mi odpowiedź.
Ziemianie użyli sideł, które — rzecz jasna — nie były żadnymi sidłami, lecz przekaźnikiem materii. Nadajnik ukryłem na planetoidzie i wysyłam trzy zwierzęta, które znalazłem w ogrodzie.
Ziemianie wydobywali je z przekaźnika, w miarę jak je wysyłałem, zastanawiam się po co. Ale Ziemianie chowają wszystko, co znajdą. Gdy trzecie zwierzę zostało wysłane i nie wróciło, powiedziałem sobie, że wszystko gotowe.
Przygotowałem więc czwartą i ostatnią przesyłkę, tę jedynie ważną, wobec której wszystkie poprzednie były tylko manewrem przygotowawczym.
Znajdowały się w trzech klatkach odnalezionych w przybudówce przyległej do chaty. Thurston ze wstrętem patrzył na klatki. Każda z nich ukrywała jednego stwora.
