Te zygzakowate drzwi, którymi uciekł Srin, zamykały się, zamkną się za chwilę! A jeśli się nie myli, było to jedyne wyjście!

Manship jednym susem zeskoczył z olbrzymiego stołu, czym po raz drugi w ciągu dziesięciu minut przyniósł zaszczyt zajęciom z gimnastyki, na które z rzadka uczęszczał sześć lat temu. Wyciągnął ręce w stronę zwężającej się szpary, gotów, jeśli zajdzie potrzeba, paznokciami drzeć gołe kamienie.

Stanowczo nie chciał być uwięziony w tym miejscu, gdy przybędzie policja flefnobów z tym, co tu się używa zamiast gazów łzawiących i karabinów maszynowych. Nie zapomniał też, że musi dogonić Rabda i wziąć parę następnych lekcji prowadzenia statku.

Ku jego ogromnej uldze, szpara zaczęła się poszerzać, kiedy już miał uderzyć w nią barkiem. Jakaś fotokomórka, a może po prostu reagowała na zbliżenie czyjegoś ciała?

Przecisnął się na drugą stronę i po raz pierwszy stanął na powierzchni tej planety, pod obcym, nocnym niebem.

Zatkało go na ten widok i przez krótką chwilę zapomniał o dziwacznym mieście flefnobów rozciągającym się naokoło.

Ileż tam było gwiazd! Zupełnie jakby to były cukierki do ozdabiania tortów i ktoś rozsypał całą ich torbę na niebie. Ich blask równy był chyba zachodzącemu słońcu. Nie widział księżyca, ale nie odczuwało się jego braku. Przeciwnie, mogło się wydawać, że dziesięć księżyców roztłuczono na tryliony srebrzystych kropeczek.

Wśród tego mnóstwa niemożliwością musiało być wyśledzenie jakiejkolwiek konstelacji. Manship zgadywał, że zamiast tego istnieją tu pojęcia trzeciego pasma albo piątego najgęstszego sektora. Naprawdę tutaj, w centrum Galaktyki, nie tyle widziało się gwiazdy, ale po prostu żyło się pośród nich!

Poczuł, że ma mokro pod nogami. Spostrzegł, że stoi pośrodku bardzo płytkiego strumyka jakiejś czerwonej cieczy, która przepływała pomiędzy okrągłymi budynkami flefno-bów. Rynsztok? Wodociąg? Pewnie ani jedno, ani drugie, raczej coś wykraczającego poza wyobrażenia człowieka. Bo — Manship właśnie zauważył — równolegle do niego płynęły kolorowe strumyki: zielony, fioletowy, jasnoróżowy. Parę metrów dalej, na skrzyżowaniu ulic, czerwonawy strumyk skręcał i płynął dalej sam czymś w rodzaju alejki, natomiast do głównego nurtu dołączały nitki w innych kolorach.



22 из 35