
Manship pospiesznie wycofał się z tego miejsca przez poszarpany otwór. Wyglądało na to, że gdziekolwiek się pojawi, uruchamia jakiś alarm!
Na ulicy uderzyło go nowe wrażenie. Wszędzie wyczuwał narastające zdenerwowanie, pełne napięcia oczekiwanie. Bardzo mało indywidualnych myśli docierało do niego.
Nagle cały ten niepokój zlał się w jeden telepatyczny okrzyk, który niemal całkiem go ogłuszył.
— Dobry wieczór, państwu! — wołał czyjś głos. — Zapraszamy do wysłuchania nadzwyczajnego serwisu informacyjnego. Mówi Pukr, syn Kimpa, wasz korespondent ogól-noplanetarnej sieci międzyumysłowej. Oto najnowsze wiadomości na temat płaskookiego potwora. Dziś w nocy, czterdzieści trzy skimy po bebbleworcie, stwór ten został przez profesora Lirlda zmaterializowany z obiektu astronomicznego 649-301-3 w ramach eksperymentu jednostronnej teleportacji. Radca Glomg, wypełniając swe obowiązki, był świadkiem tego eksperymentu i zauważywszy agresywne zachowanie potwora, natychmiast ostrzegł Lirlda o niebezpieczeństwie pozostawienia go przy życiu. Lirld zlekceważył ostrzeżenie, lecz gdy tylko radca Glomg odszedł wraz ze swoim synem Rabdem — znanym podróżnikiem międzyplanetarnym i miejscowym dandysem — potwór wpadł w szał. Wyrwawszy się z klatki z czystego papieru, zaatakował profesora bliżej nieznanym promieniowaniem wysokiej częstotliwości, które wydobywa się z jego niewiarygodnie płaskich oczu. Promieniowanie to w skutkach przypomina efekt wybuchu wszystkich zapalników u prymitywnych grepsas. Nasi najlepsi psychofizycy w tej chwili gorączkowo pracują nad tym zagadnieniem. Profesor Lirld jednak zapłacił życiem za swą naukową ciekawość i za zlekceważenie przestróg doświadczonego radcy Glomga. Mimo starań asystenta Lirlda, pana Srina, który, aby uratować naukowca, rozpaczliwie i bohatersko starał się odwrócić uwagą potwora, Lirld poniósł straszliwą śmierć w wyniku zajadłej napaści potwora.
