
Manship czuł, że już to mu wystarczy. Nie było teraz żadnej nadziei na spokojną rozmowę z tymi istotami i wypracowanie jakiegoś sposobu, żeby wysłać go do domu, czego zdaje się wszyscy gorąco pragnęli. Od tej chwili hasło dnia brzmiało: „Huzia na Manshipa!”
Wcale, ale to wcale mu się to nie podobało.
Z drugiej strony, nie będzie musiał szukać Rabda. Jeśli Manship nie dotrze do flefnoba, to flefnob przyjdzie do Manshipa. Z tym, że uzbrojony po zęby i z wrogimi zamiarami…
Uznał, że lepiej się schować. Podszedł do ściany jakiegoś budynku i szedł wzdłuż niej, dopóki nie otwarły się drzwi. Wszedł do środka, poczekał, aż drzwi się zamkną i rozejrzał się po wnętrzu.
Z ułgą zauważył, że jest to wymarzone miejsce na kryjówkę. Pośrodku stały w dużej ilości, pokaźnych rozmiarów, ciężkie przedmioty, z których żaden, według jego oceny, nie był żywy, a wszystkie mogły go wystarczająco zasłonić. Wsunął się pomiędzy dwa z nich, wyglądające jak dwa wstawione do magazynu blaty stołowe i tylko miał nadzieję, że poza tymi, które znał do tej pory, flefnoby nie posiadają żadnych innych mechanizmów czuciowych, dzięki którym mogliby go wykryć.
