
Manship przejrzał sobie instrukcję obsługi statku kosmicznego w mózgu Rabda, zatrzymując się co chwila, żeby wyjaśnić pojęcie właściwe terminologii flefnobów, tu i ówdzie niecierpliwiąc się, gdy roześmiana myśl o Tekt wchodziła mu w paradę i rozmywała obraz.
Zauważył, że każda informacja przyswojona w ten sposób zdawała się wpisywać na trwałe do pamięci. Nie musiał wracać do raz przerobionych rzeczy. Uznał, że widocznie pozostawiają trwały ślad w jego mózgu.
Miał już wszystko zapisane, a przynajmniej wszystko o obsłudze statku, na ile był w stanie to zrozumieć. Pod koniec czuł się, jakby już kiedyś prowadził statek — i to nie raz! — przynajmniej we wspomnieniach Rabda. Po raz pierwszy Manship nabrał nieco wiary we własne siły.
Ale jak miał znaleźć ten stateczek pośród zaułków zupełnie nieznanego miasta? Spocony z wysiłku załamał ręce wobec tej nowej przeszkody. Po wszystkich tych…
Zaraz, zaraz, Może się tego dowiedzieć z mózgu Rabda! No jasne. Stara, poczciwa encyklopedia! Kto jak kto, ale on powinien pamiętać, gdzie zaparkował swój pojazd.
I rzeczywiście pamiętał. Z dziką zręcznością, jakby od lat nic innego nie robił, Clyde Manship przerzucał myśli flef-noba, tę odrzucając, tamtą zapamiętując — …strumyk koloru indygo przez pięć skrzyżowali. Potem pierwszy czerwony i… — póki nie zapamiętał drogi do trzysilnikowego stateczku Rabda równie trwale i szczegółowo, jak gdyby uczył się tego w szkole średniej przez pół roku.
