
— Teleportacji żywego organizmu z obiektu astronomicznego 649-301-3 bez użycia aparatu transmisyjnego na planecie pochodzenia.
Radca przesunął wzrok dziesiątek oczu na Manshipa.
— Pan mówi, że to jest żywe? — spytał z powątpiewaniem.
— Ależ panie radco — zaprotestował profesor Lirld. — Tylko bez flefnomorfizmów. Z pewnością czuje, z pewnością się rusza, po odpowiednich…
— No, dobrze. To jest żywe, przyznaję. Ale że czuje? Jeśli dobrze stąd widzę, nie wydaje mi się, aby pmbffowało. I te okropne, rzadkie oczy! Tylko dwoje — i takie płaskie! I ta zupełnie sucha skóra bez śladów błota. Przyznaję, że…
— Sam też nie przypominasz zgrabnej ślicznotki, wiesz? — nie wytrzymał Manship, głęboko urażony.
— … w mojej ocenie obcych form życia popadam we flefnomorfizmy — tamten ciągnął, jakby nie słyszał. — No cóż, flefnob to brzmi dumnie. Ale, drogi profesorze Lirld, widziałem różne niewydarzone kreatury z sąsiednich planet, które sprowadził mój syn i inni badacze Kosmosu. Najdziwniejszy, najbardziej prymitywny z nich może przynajmniej pmbffować. Ale to… to coś? Nie widzę u niego nawet najmniejszego, najdrobniejszego śladu pmb! To jest niesamowite, oto, co myślę. Niesamowite!
— Wcale nie — zapewnił Lirld. — To tylko biologiczna anomalia. Być może w zewnętrznych rejonach Galaktyki, gdzie tego typu zwierzęta występują w większej ilości, może warunki życia czynią pmbffowanie niepotrzebnym. Wkrótce dowiemy się tego po dokładnym zbadaniu. A tymczasem dowiedliśmy, że życie rozwija się w innych obszarach Galaktyki, nie tylko w gęstym centrum. A gdy będziemy mogli rozpocząć wyprawy badawcze w tamte strony, nieustraszeni poszukiwacze przygód — tacy, jak pański syn — polecą wyposażeni w wiarygodne dane. Będą wiedzieli, czego się spodziewać.
— Do licha! — zrozpaczony Manship zaczął krzyczeć. — Czy wy mnie słyszycie, czy nie?
