
— Ja przyjaciel — ciągnął rozpaczliwie Manship, podnosząc i opuszczając ręce. — Ja istota myśląca. Ja mieć IQ 140 w skali Wechslera-Bellevue.
— To pan może być zadowolony — odezwał się Glomg, gdy profesor lekko zeskoczył ze stołu i popłynął, niczym prze-rośnięty trzmiel, w stronę lasu urządzeń na suficie — ale nie ja. Wcale mi się to wszystko nie podoba.
— Ja przyjaciel i istota myś… — zaczął Manship i nagle znowu kichnął — Do licha z tą wilgocią — mruknął posępnie.
— Co to było? — przeraził się Glomg.
— Nic specjalnego, panie radco — uspokoił go Srin. — To stworzenie już tak robiło. Najpewniej jest to reakcja fizjologiczna przebiegająca okresowo, może prymitywny sposób wchłaniania grlnku. Trudno sobie wyobrazić, aby była to próba nawiązania kontaktu.
— Nie o tym myślałem — obruszył się Glomg. — Wydaje mi się, że jest to wstęp do działań agresywnych.
Profesor ześlizgnął się z powrotem na podłogę, dźwigając kłąb lśniących przewodów.
— Niemożliwe — odrzekł. — Czymże to stworzenie mogłoby nas zaatakować? Obawiam się, że przesadza pan z tą nieufnością wobec nieznanego, radco Glomg.
Manship zamilkł bezsilnie i podparł brodę łokciami. Najwyraźniej poza telepatią nie było innej drogi porozumienia. Ciekawe, jak tu się nauczyć transmisji telepatycznej? Czego się w takim przypadku używa?
Gdyby chociaż pisał pracę doktorską z biologii czy fizjologii, pomyślał tęsknie, a nie na temat „Użycia drugiego aorystu w pierwszych trzech księgach Iliady”. No, trudno. Dom został daleko stąd. Zawsze można spróbować.
Zamknął oczy, upewniwszy się najpierw, że profesor Lirld nie zamierza przytknąć mu do ciała tych przewodów. Zmarszczył czoło i pochylił się do przodu, usilnie starając się skupić myśli.
