
Próba kontaktu — myślał najintensywniej, jak potrafił — próba kontaktu. Raz, dwa, trzy, cztery — próba kontaktu. Czy mnie słyszycie?
— Po prostu mi się to nie podoba — rozległ się znów głos Glomga. — Nie podoba mi się ten eksperyment. Można to nazwać uprzedzeniem czy jak się komu żywnie podoba, ale czuję, że wtrącamy się w dziedzinę nieskończoności, a nie powinniśmy.
Próba kontaktu — Manship natężał szare komórki. — Wlazł kotek na płotek. Próba kontaktu. Jestem przybyszem z obcej planety i chcę się z wami porozumieć. Proszę, zgłoście się.
— Ależ, panie radco — zaprotestował Lirld z oburzeniem. — Nie bawmy się w filozofię. To jest naukowy eksperyment.
— I niech takim pozostanie. Ale moim zdaniem są tajemnice, których poznanie nigdy nie będzie dane flefnobowi. Tak obrzydliwe potwory, bez śladu mułu na skórze, z dwoma jedynie oczami i to na dodatek płaskimi, które nie chcą lub nie mogą pmbffować i niemal zupełnie pozbawione są macek — tego rodzaju stworzenie należało zostawić w spokoju na tej jego diabelskiej planecie. Nauka ma swoje granice, mój uczony przyjacielu — a przynajmniej powinna mieć. Niepoznawalne niech zostanie nie znane!
Słyszycie mnie? — błagał w myślach Manship — Przybysz do Srina, Lirlda i Glomga. To jest próba połączenia telepatycznego. Proszę, niech ktoś się zgłosi. Ktokolwiek. — Zastanowił się chwilę i dodał — Bez odbioru.
— Tego typu ograniczenia nie istnieją dla mnie, radco. Moja ciekawość jest tak wielka jak Wszechświat.
— Całkiem możliwe — odrzekł złowrogo Glomg. — Ale jest więcej rzeczy na Tiz i na Tetzbah, profesorze Lirld, niż się śniło waszym filozofom.
— Moja filozofia… — zaczął Lirld, lecz przerwał. — Ale oto pański syn. Proszę spytać jego. Bez pomocy kilku odkryć naukowych, które podobni panu nie raz starali się storpedować, jego bohaterskie dokonania w dziedzinie podboju Kosmosu nie byłyby możliwe.
