
– Historia mojego życia – powtórzył. – Od czego mam zacząć?
– Niech pan zacznie od urodzenia i jedzie dalej – powiedziałem.
Tylko największe sławy, które mają po uszy wywiadów, albo przysięgli introwertycy bądź ludzie bezwzględnie okrutni potrafią się oprzeć takiej propozycji. Huntersonowi rozbłysły oczy i z entuzjazmem przystąpił do zwierzeń.
Urodził się na przedmieściu Surrey w jednorodzinnym domu ze dwa razy mniejszym od tego, którego właścicielem był obecnie. Chodził do zwykłej szkoły, później do mało znanej prywatnej szkoły średniej, a zaraz po jej ukończeniu dostał zapalenia płuc i nie przyjęto go do wojska. Podjął pracę w City, w biurze pewnej spółki finansowej i wspiął się po szczeblach kariery od stanowiska młodszego urzędnika do dyrektora, wykorzystując przygodne informacje, dzięki którym uzbierał niewielki kapitalik na giełdzie. Żadnych podejrzanych manipulacji, żadnych nierozważnych decyzji; zarobił jednak tyle, żeby po przejściu na emeryturę mieć zapewniony byt na takim poziomie, do jakiego przywykł.
Ożenił się mając dwadzieścia cztery lata, a w pięć lat potem jego samochód staranowała ciężarówka, zabijając mu żonę, trzyletnią córkę i owdowiałą matkę. Przez piętnaście lat bardzo rozrywany na przyjęciach Hunterson „rozglądał się”. Aż kiedyś poznał Sarę. Spotkali się po raz pierwszy w lokalu partii konserwatywnej, gdzie pracowali oboje na ochotnika wypisując adresy wyborców, do których miano rozesłać broszury partyjne w związku z wyborami uzupełniającymi, no i w trzy miesiące potem wzięli ślub. W dźwięcznym i pewnym siebie głosie człowieka sukcesu, jakim był Hunterson, pobrzmiewało echo motywów tego drugiego małżeństwa. Po prostu zaczynała mu doskwierać samotność.
W porównaniu z innymi ludzkimi żywotami, w życiu Huntersona nie zdarzyło się nic ciekawego ani godnego uwagi. Dla „Famy” nie znalazłem w tym, co powiedział, żadnego tematu, a dla „Lakmusa” tyle co kot napłakał. Zrezygnowany spytałem, czy nie zamierza pozbyć się Egocentryka.
