— Ale to jest prawda dla wszystkich ludzi i wszystkich panów. A nawet niewolników.

— Chcę powiedzieć, że nie robi tego, co robi, z lęku przed tobą — wyjaśniła pani Louder. — Dlatego nie wypada ci złościć się na niego. Nie masz takiego prawa.

Dopiero wtedy Alvin uświadomił sobie, że jest trochę zagniewany na Arthura Stuarta za to wyjście bez uprzedzenia.

— Wciąż jest młody — przypomniał.

— A ty niby co, siwobrody starzec z przygarbionym grzbietem? — roześmiała się. — Idź, poszukaj go. Arthur Stuart nigdy nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie dniem i nocą czyha na chłopca z jego rodu.

— Ani z zagrożeń, które zakradają się od tyłu. — Alvin pocałował ją w policzek. — Nie pozwólcie, żeby te bułeczki zniknęły, zanim wrócę.

— Twoja to sprawa, nie moja, kiedy postanowisz wrócić — odparła. — Któż może wiedzieć, jak głodni będą dziś rano inni?

Na to Alvin zanurzył tylko palec w mące, nakreślił jej biały pasek na nosie i ruszył do drzwi. Pokazała mu język, ale nie starła mąki.

— Będę klaunem, jeśli tego chcesz ode mnie! — krzyknęła za nim.


* * *

Było jeszcze za wcześnie, żeby sklep był otwarty. Alvin jednak poszedł prosto do wypychacza zwierząt. Jaką inną sprawę mógł załatwiać Arthur Stuart? Pomysł Mike'a, że Arthur poznał jakąś dziewczynę, nie wydawał się rozsądny. Chłopiec prawie nigdy nie opuszczał Alvina, więc nie miał po temu okazji, nawet gdyby już dorósł na tyle, by próbować.

Ulice były zatłoczone — farmerzy z okolicy zwozili towary na targ, ale sklepów jeszcze nie otwierano. Gazeciarze i listonosze wypełniali swe misje, wózki mleczarzy klekotały w zaułkach, dostarczając nabiał do kuchni. Panował gwar, ale był to świeży gwar poranka. Nikt jeszcze nie krzyczał, sąsiedzi się nie kłócili, domokrążcy nie zachwalali towarów, żaden woźnica nie wykrzykiwał, by ludzie zeszli mu z drogi.



14 из 306