Alvin wiedział, że nie warto dociekać, jakie to pytanie. Naraziłby się tylko na nieuniknioną odpowiedź: „A dlaczego mam je zadawać tobie? Ty nie wiesz”.


* * *

Verily Cooper i Mike Fink już jedli, kiedy Alvin i Arthur weszli do pensjonatu. Właścicielką była kwakierka, kobieta o zadziwiającej tuszy i bardzo ograniczonych talentach kucharskich — jednak niewielkie wyrafinowanie swych dań rekompensowała ich obfitością. Co więcej, jako kwakierka nie tylko z nazwy, pani Louder nie czyniła żadnej różnicy między półczarnym chłopcem i trzema białymi mężczyznami, z którymi podróżował. Arthur Stuart siedział przy wspólnym stole z innymi; wprawdzie jeden z gości wyprowadził się tego samego dnia, kiedy Arthur Stuart pierwszy raz siadł do posiłku, jednak zachowywała się tak, jakby nawet tego nie zauważyła. Alvin starał się jej to wynagrodzić, zabierając Arthura ze sobą na codzienne wyprawy do lasu i na łąki nad rzeką, gdzie zbierali dziki imbir, gruszyczkę, miętę i tymianek, by doprawić jej potrawy. Z humorem przyjmowała zioła sugerujące krytykę jej kuchni. Dzisiaj ziemniaki były ugotowane z gruszyczką, którą przynieśli wczoraj.

— Da się zjeść? — spytała, kiedy skosztowali pierwszy kęs. Odpowiedział jej Verily; Alvin z błogą miną przeżuwał jedzenie.

— Madame, pani szczodrość gwarantuje, że trafi pani do nieba, ale to smak dzisiejszych ziemniaków sprawi, że poproszą tam panią o gotowanie.

Zaśmiała się i zamachnęła na niego chochlą.

— Verily Cooper, gładkousty adwokacie, czyżbyś nie wiedział, że kwakrzy nie uznają pochlebstw?

Wszyscy jednak zdawali sobie sprawę, że choć nie wierzy w pochlebstwa, wierzy w serdeczność, jaka się za nimi kryje.

Póki inni goście siedzieli jeszcze przy stole, Mike Fink zabawiał ich opowieścią o swej wizycie w Prostym Domu, gdzie Andrew Jackson szokował filadelfijską elitę, sprowadzając swoich kumpli z Tennizy i Kennituck.



4 из 306