
— Nie chciałbym czegoś zinterpytownego nierozsądnie — stwierdził Alvin.
— Nie baw się ze mną w dzikusa — skarcił go Verily. — Twoja żona jest zbyt dobrą nauczycielką, by mogła pozostawić cię w takiej ignorancji.
— Przestańcie się ze sobą drażnić — wtrącił stanowczo Arthur Stuart. — Co takiego znaleźliście?
— Istnieje urząd pocztowy w miejscowości, która nazywa się Kryształowe Miasto, w stanie Tennizy.
— Pewnie jest też takie, które się nazywa Źródło Młodości — mruknął Alvin.
— W każdym razie uznałem, że to ciekawe.
— Dowiedziałeś się o nim czegoś więcej?
— Pocztmistrzem jest pan Crawford, który nosi również tytuły burmistrza i… to ci się spodoba, Alvinie: Białego Proroka.
Mike Fink parsknął śmiechem, lecz Alvin wcale się nie ucieszył.
— Biały Prorok. Jakby chciał ustawić się przeciwko Tenska-Tawie.
— Powiedziałem już wszystko, co wiem — zakończył Verily. — A co wam udało się osiągnąć?
— Jestem w Filadelfii od dwóch tygodni, a niczego jeszcze nie osiągnąłem — stwierdził Alvin. — Myślałem, że miasto Benjamina Franklina może mnie czegoś nauczyć. Ale Franklin nie żyje, żadna specjalna muzyka nie rozbrzmiewa na ulicach, żadna mądrość nie unosi się wokół jego grobu. Tutaj narodziła się Ameryka, ale nie wydaje mi się, żeby wciąż tu żyła. Ameryka mieszka teraz tam, gdzie dorastałem… W Filadelfii pozostał tylko rząd Ameryki. To tak jakby znaleźć świeże łajno na drodze. To nie koń, ale mówi ci, że koń jest gdzieś blisko.
— Potrzebowałeś dwóch tygodni w Filadelfii, żeby to odkryć? — zdziwił się Mike.
Verily poparł go.
— Mój ojciec mawiał — rzekł Verily — że jeśli masz kontakt z rządem, to jakbyś patrzył, że ktoś sika ci do buta. Ten ktoś poczuje się lepiej, ale ty na pewno nie.
