
– Na mnie się gapisz? – burknął.
– Nie – odparł Reacher.
– Lepiej pilnuj własnego nosa, chłoptasiu.
Reacher odwrócił się do niego. Nie szukał wcale zaczepki, chciał tylko sprawdzić, z kim ma do czynienia. Ponieważ życie nas nieustannie zaskakuje, wiedział, że pewnego dnia stanie oko w oko z facetem równym sobie. Kiedy jednak spostrzegł, że jeszcze nie nadszedł ten dzień, po prostu się uśmiechnął.
Facet dźgnął go paluchem.
– Mówiłem ci, żebyś się na mnie nie gapił – warknął i znów go dźgnął. Palec jak serdelek ociekał tłuszczem. Na koszuli Reachera po jawiła się wyraźna plama.
– Przestań – ostrzegł go Reacher. Facet dźgnął ponownie.
– Bo co?
Reacher spojrzał w dół. Teraz miał już dwie plamy.
– Głuchy jesteś? Mówię, żebyś przestał.
– Chcesz mi przeszkodzić?
– Nie – odparł Reacher. – Po prostu trzymaj ręce z dala ode mnie.
Grubas uśmiechnął się.
– Jesteś wrednym śmieciem.
– Mów co chcesz – powiedział Reacher. – Tylko mnie nie tykaj.
– Bo co? Co mi zrobisz?
– Jeśli dotkniesz mnie choćby jeszcze raz, to przekonasz się na własnej skórze.
Rzecz jasna, facet dźgnął go ponownie. Reacher złapał go za paluch i wyłamał w stawie. Ponieważ był już nieźle wkurzony, nachylił się i uderzył go bykiem prosto w głowę. Cios był gładki i dokładny.
Grubas obalił się na podłogę, a Reacher przewrócił go na plecy, pchnąwszy jego cielsko podeszwą. Trącił go czubkiem buta pod brodę, by odchylić głowę, a tym samym udrożnić drogi oddechowe. Ratownicy nazywają to pozycją bezpieczną. Dzięki niej osoba nieprzytomna się nie zadławi.
Nie śpiesząc się, Reacher zapłacił za siebie, wrócił na piechotę do motelu i nie myślał o grubasie aż do chwili, gdy ujrzał go w łazienkowym lusterku ubranego w mundur.
