
— W każdym razie — rzekł, skręcając ostro śmigaczem w prawo — załatwiłem jej nie jedno, ale dwa przesłuchania, i skopała oba. Teraz, żeby zachować szacunek dla samej siebie, obwinia o to mnie. To ja doprowadziłem do tego, że się wyłożyła. Rozumiesz, o co chodzi.
— Czy ona ma ładne cycki? — spytała Heather.
— Prawdę mówiąc, tak — wyszczerzył zęby w uśmiechu. Heather zaśmiała się. — Znasz moją słabość. Dopełniłem jednak mojej części umowy; załatwiłem jej przesłuchanie, a nawet dwa przesłuchania. Ostatnie było sześć miesięcy temu i cholernie dobrze wiem, że ona nadal je przeżywa i opłakuje. Ciekawe, co mi chce powiedzieć.
Wcisnął moduł kontrolny, ustawiając automatycznego pilota na kurs do budynku Marylin, który miał niewielkie, lecz wygodne lądowisko na dachu.
— Pewnie jest w tobie zakochana — powiedziała Heather, gdy zaparkował śmigacz i opuścił schodnie.
— Tak jak czterdzieści milionów innych — odparł wesoło Jason.
— Nie zabaw tam długo, bo odlecę bez ciebie — zażartowała Heather, sadowiąc się wygodnie w fotelu.
— I zostawisz mnie na pastwę Marylin? — zapytał. Oboje roześmiali się. — Zaraz wracam. — Przeszedł przez lądowisko do windy i nacisnął przycisk.
Kiedy wszedł do apartamentu Marylin, natychmiast spostrzegł, że dziewczyna straciła głowę. Twarz miała ściągniętą i napiętą, ciało skulone tak, jakby chciała zniknąć z jej oczy. Niewiele rzeczy u kobiet mogło go zaniepokoić, ale ta jedna tak. Jej oczy, zupełnie okrągłe, z olbrzymimi tęczówkami, przewiercały go, gdy stała patrząc nań w milczeniu, z założonymi rękami, twarda jak stal i nieustępliwa.
— Mów — powiedział Jason, usiłując zdobyć przewagę. Zazwyczaj — prawdę mówiąc niemal zawsze — kontrolował wszelkie sytuacje związane z kobietami; właściwie było to jego specjalnością. Jednak teraz… czuł się nieswojo. A ona wciąż nic nie mówiła. Jej twarz, pod warstwą makijażu, była zupełnie blada, wyglądała jak żywy trup.
