— Chcesz mieć jeszcze jedno przesłuchanie? — zapytał. — O to chodzi?

Marylin przecząco potrząsnęła głową.

— No dobrze, powiedz, o co chodzi — rzekł ze znużeniem i niepokojem. Starał się jednak nie zdradzać niepokoju; był o wiele za bystry, o wiele zbyt doświadczony, żeby pokazać swoją niepewność. Wynik konfrontacji z kobietą niemal w dziewięćdziesięciu procentach opierał się na blefe. Wszystko zależało od tego, jak to zrobisz, a nie co zrobisz.

— Mam coś dla ciebie. Marylin odwróciła się i zniknęła w kuchni. Poszedł za nią.

— Wciąż obwiniasz mnie o niepowodzenie obu… — zaczął.

— Masz — powiedziała Marylin. Wyjęła ze zlewu plastikowy worek, przez moment stała trzymając go w rękach, z twarzą bladą i bezkrwistą, wytrzeszczonymi i nieruchomymi oczami; wreszcie rozerwała worek, zamachnęła się i doskoczyła do Jasona.

Wszystko zdarzyło się niezmiernie szybko. Instynktownie cofnął się, ale za wolno i za późno. Żelatynopodobna gąbka czepna z Callisto przywarła do niego pięćdziesięcioma czułkami, wczepiając się w pierś. Czuł, jak zagłębiają się w ciało.

Doskoczył do szafek kuchennych, złapał do połowy wypełnioną butelkę szkockiej, drżącymi palcami odkręcił zakrętkę i oblał whisky żelatynopodobne stworzenie. Myślał jasno i trzeźwo; nie wpadł w panikę, stał polewając napastnika alkoholem.

Przez chwilę nic się nie działo, zdołał jakoś utrzymać nerwy na wodzy i nie rzucić się do panicznej ucieczki. Stwór zabulgotał, skurczył się i odpadł od jego piersi na podłogę. Sczezł. Ogarnięty nagłą słabością, Jason opadł na kuchenne krzesło. Walczył, by nie stracić przytomności; niektóre czułki pozostały w jego ciele i ciągle były żywe.

— Nieźle — zdołał wykrztusić. — Prawie mnie załatwiłaś, ty pierdolona mała dziwko.

— Nie prawie — powiedziała obojętnie Marylin głosem wypranym z emocji. — Niektóre czułki nadal są w tobie i dobrze o tym wiesz; widzę to po twojej twarzy. I nie pozbędziesz się ich za pomocą butelki szkockiej. Nie pozbędziesz się ich w żaden sposób.



11 из 202