
2
Światło znów się przesączyło, zasnuwając mu oczy membraną jaskrawej czerwieni. Otworzył oczy i podniósł głowę, żeby rozejrzeć się wokół i poszukać Heather albo lekarza.
Był sam w pokoju. Nikogo innego. Stolik z popękanym zwierciadłem, brzydkie stare kinkiety sterczące z zatłuszczonych ścian. Gdzieś w pobliżu ryk telewizora.
Nie leżał w szpitalu. Heather nie było z nim; poczuł jej nieobecność, całkowitą pustkę wywołaną jej zniknięciem.
Boże, pomyślał. Co się stało?
Ból w piersi całkiem ustąpił. Drżąc, Jason odrzucił brudny wełniany koc, usiadł, w zadumie potarł czoło i zebrał resztki energii.
To pokój hotelowy, uświadomił sobie. Nędzny, zawszony pokoik w tanim hoteliku. Żadnych zasłon czy łazienki. Tak mieszkał całe lata temu, na początku kariery, kiedy był jeszcze nieznany i nie miał pieniędzy. Ponure czasy, o których zawsze starał się zapomnieć.
Pieniądze. Pomacał ubranie, odkrył, że nie ma już na sobie szpitalnej piżamy, ale wymięty, szyty na miarę jedwabny garnitur. W wewnętrznej kieszeni znalazł plik banknotów o wysokich nominałach — pieniądze, które zamierzał wziąć do Vegas. Chociaż tyle.
Szybko rozejrzał się za telefonem. Nie, pewnie, że nie ma tu aparatu. Na pewno jednak znajdzie się w holu. Tylko do kogo zadzwonić? Do Heather? Do Ala Blissa, jego agenta? Do Mory Manna, producenta jego programu? Albo do adwokata, Billa Wolfera? A może powinien zadzwonić do nich wszystkich, jak tylko będzie mógł.
Niepewnie zdołał stanąć na nogach; chwiał się, przeklinając z jakiegoś powodu, którego nie mógł zrozumieć. Poczuł coś zwierzęcym instynktem: przygotowywał swoje silne ciało szóstaka do walki. Nie mógł jednak dostrzec przeciwnika, co go przerażało. Jak daleko mógł sięgnąć pamięcią w przeszłość, po raz pierwszy poczuł ukłucie paniki.
Czy upłynęło wiele czasu? — zadawał sobie pytanie. Nie miał pojęcia; nie potrafł powiedzieć. Dzień. Śmigacze przelatywały i świszczały na niebie za brudnym oknem. Spojrzał na zegarek: wskazywał dziesiątą trzydzieści. I co z tego? Równie dobrze mogło upłynąć tysiąc lat. Zegarek w niczym mu nie pomoże.
