Stary Murzyn chwiejnie przechodził przez skrzyżowanie, badając drogę, jakby oślepł z wiekiem. Ten widok budził w Jasonie dziwne uczucia. Tak niewielu czarnych pozostało przy życiu od kiedy, w strasznych czasach Insurekcji, Kongres przegłosował ustawę Tidmana o przymusowej sterylizacji. Recepcjonista ostrożnie przyhamował rozklekotany śmigacz, żeby nie spłoszyć starego Murzyna w pogniecionym, pękającym w szwach brązowym garniturze. Widocznie czuł to samo.

— Czy zdaje pan sobie sprawę — zwrócił się do Jasona — że gdybym go potrącił, dostałbym karę śmierci?

— Całkiem słusznie — odrzekł Jason.

— Oni są jak ostatnie stado żurawi — powiedział urzędnik, ruszając dalej, kiedy stary Murzyn przeszedł na drugą stronę. — Chroni ich tysiąc praw. Nie można z nich kpić, nie można wdać się w bójkę, nie ryzykując oskarżenia o napaść i dziesięciu lat więzienia. A jednak sprawiamy, że wymierają.

— Właśnie tego pragnął Tidman i założę się, że większość Uspokajaczy, ale… — Zrobił gest ręką, po raz pierwszy zdejmując dłoń z kierownicy — …brak mi ich dzieciaków. Pamiętam, jak miałem dziesięć lat, znałem czarnego chłopca, z którym się bawiłem… prawdę mówiąc, niedaleko stąd. Na pewno do tej pory został już wysterylizowany.

— Jednak najpierw miał jedno dziecko — przypomniał Jason. — Jego żona musiała oddać zezwolenie na posiadanie dziecka po urodzeniu pierwszego i jedynego syna, ale mieli go. Prawo zezwala na to. Milion przepisów strzeże ich bezpieczeństwa.

— Dwoje dorosłych, jedno dziecko — rzekł recepcjonista.

— W ten sposób populacja czarnych co pokolenie zmniejsza się o połowę. Sprytne. Trzeba to przyznać Tidmanowi: rozwiązał problem rasowy.

— Coś trzeba było zrobić — powiedział Jason, siedząc sztywno w fotelu; wpatrywał się w ulicę, szukając śladów policyjnych punktów kontrolnych czy wojskowych barykad. Nie dostrzegł żadnych, ale jak daleko ujadą bez przeszkód?



21 из 202