Dura starała się nie patrzeć na małą, pogrążoną w chaosie grupę reprezentantów ludzkości. Skoncentrowała wzrok na liniach.

Zazwyczaj poruszały się majestatycznie, z przewidywalną regularnością, tak że Istoty Ludzkie mogły odmierzać własne życie. Odwieczny ruch linii w kierunku Skorupy nakładał się na drgania wiązek — ściśniętych, wyrazistych skupisk, które oznaczały dni — i na powolniejsze, bardziej złożone oscylacje drugiego rzędu, które służyły do liczenia miesięcy. Normalnie Istoty Ludzkie z łatwością unikały powoli odkształcających się linii; zawsze miały wystarczająco dużo czasu, by zwinąć Sieć i przenieść swoje małe obozowisko w inny zakątek pustego nieba.

Dura wiedziała nawet, co powodowało majestatyczne pulsowanie linii, chociaż nie miała z tego wielkiego pożytku. Daleko za Skorupą znajdowała się towarzyszka Gwiazdy. Była to planeta, kula mniejsza i lżejsza od Gwiazdy. Wędrowała ponad głowami Istot Ludzkich, które nie mogły jej zobaczyć. Przyciągała linie wirowe, jakby dysponowała niewidzialnymi palcami. A za tą planetą — dziecinne wyobrażenia, nieproszone, powracały do Dury niby fragmenty długiego snu — za planetą oczywiście znajdowały się niewyobrażalnie odległe gwiazdy Ur-ludzi, niewidzialne na zawsze.

Zazwyczaj dryfujące linie wirowe były stabilne i bezpieczne jak palce przyjaznego boga. Ludzie, świnie powietrzne i inne zwierzęta poruszały się między nimi swobodnie, nie odczuwając strachu ani zagrożenia…

Sytuację zmieniało nadejście Zaburzenia.

Wirowy korowód, oglądany teraz przez rozstawione palce, wyraźnie zmieniał swój charakter, tak jakby nadciekłe Powietrze starało dopasować się do niestałej rotacji Gwiazdy. Niestabilności — wielkie, równoległe porcje zaburzeń — już maszerowały majestatycznie wzdłuż linii, przenosząc z Bieguna na biegun magnetyczny wieści o kolejnym przebudzeniu Gwiazdy.



4 из 401