Sieć była szeroka na pięciu ludzi a wysoka na tuzin. Starsi osadnicy, tacy jak Adda, twierdzili, że istnieje ona od pięciu pokoleń albo i dłużej. W każdym razie stanowiła jedyny dom około pięćdziesięciu ludzi, była ich jedynym skarbem.

Kiedy Dura zbliżała się do niej, przedzierając się przez Mag-pole, spojrzała nagle na tę wątłą strukturę krytycznym okiem. Jak gdyby nie urodziła się w kocu przywiązanym do brudnych węzłów Sieci, i jakby nie miała umrzeć, przywierając do niej. Zrozumiała, jak krucha jest ta plątanina sznurów, jak żałosni i bezbronni są w rzeczywistości jej mieszkańcy. Nawet pomimo, że zamierzała dołączyć do swoich pobratymców w potrzebie, odczuwała przygnębienie, słabość i bezradność.

Dorośli i starsze dzieci falowali wokół plecionego obozowiska, pracując przy węzłach, od których karłowaciały im palce. Dziewczyna zauważyła Eska, który cierpliwie zajmował się fragmentem Sieci. Wydawało jej się, że obserwował ją, ale nie miała pewności, czy tak było. W każdym razie towarzyszyła mu jego żona, Philas, więc Dura odwróciła głowę w inną stronę.

Tu i ówdzie widać było mniejsze dzieci i niemowlęta, przywiązane do Sieci za pomocą pęt różnej długości. Zostawiali je tam pracujący rodzice i rodzeństwo. Te małe przerażone istoty kwiliły w poczuciu osamotnienia i bezskutecznie falowały, chcąc pozbyć się więzów. Durze było żal każdego z nich. Dostrzegła Dię, ciężarną dziewczynę, spodziewającą się swojego pierwszego dziecka. Pracowała z mężem, który nazywał się Mur, ściągając z Sieci narzędzia oraz części garderoby i upychając je do torby. Na jej napęczniałym, nagim brzuchu lśniły krople powietrznego potu. Dia była filigranową kobietą o wyglądzie dziecka; ciąża jedynie podkreślała jej młodość i kruchość. Obserwowanie przesiąkniętych lękiem ruchów ciężarnej dziewczyny budziło w bezdzietnej Durze instynkt opiekuńczy.



6 из 401